Ksidz dr Stefan Wyszyski - "Kultura bolszewizmu a inteligencja polska"

Jeszcze w 1925 r. na V Tygodniu Społecznym "Odrodzenie" w Lublinie ks. prof. Szymański zwracał uwagę na wyjątkowe zjawisko: "zdawałoby się - mówił - że pojęcie "barbarzyństwo rewolucji rosyjskiej" - stało się już powszechne i weszło w skład naszej świadomości. Tyle się mówi o tępieniu w Bolszewji inteligencji, o zaniku nauki i kultury, o walce z religią; przytacza się dane statystyczne o upadku życia gospodarczego; naoczni świadkowie i męczennicy przeżyć bolszewickich stwierdzają to wszystko w sposób pewny ponad wszelką wątpliwość. A jednak rewolucja bolszewicka wywiera jakiś wpływ pociągający na spory odłam zarówno mas ludowych, jak i inteligentnej warstwy nietylko w krajach bezpośrednio z Sowietami sąsiadującymi, jak np. w Polsce, albo w krajach, licznemi węzłami związanymi z niemi, jak w Niemczech, ale także w krajach o wysokiej kulturze, nie mających z Rosją bolszewicką bezpośrednich stosunków, np. we Francji i Anglji".10 Czy istotnie bolszewizm ma w sobie coś pociągającego, odpowiadającego potrzebom współczesnego człowieka? Przyczyn tego wpływu jest wiele; wystarcza jednak, że wskażemy ważniejsze tylko.

 1.  Eksperyment bolszewicki zbiega się z powszechnym kryzysem gospodarczym na całym świecie. Zwykle ze zjawiskiem kryzysu wiąże się wzmożona praca umysłu ludzkiego nad doszukaniem się jego przyczyn. Praca ta jest tym silniejsza, że pozostaje pod naciskiem całego bogactwa spostrzeżeń i doświadczeń gospodarczych, bezrobocia, nędzy materjalnej mas, a w następstwie tego wszystkiego - nędzy i wyniszczenia moralnego.

To wszechstronne zło każe szukać przyczyn głębiej, niż w doraźnej konjunkturze gospodarczej, sprowadza je do samej struktury ustroju gospodarczego i z tym ustrojem przyczynowo wiążą panujące zło. Stąd o potrzebie zmiany ustroju, tak wiele się dziś mówi, i to nie tylko po stronie komunistycznej, czy socjalistycznej, lecz i wśród katolików. Gdy w takim ustroju zachodzi tego rodzaju zjawisko, co przewrót bolszewicki, przebudowa kolektywna społeczeństwa, nic dziwnego, że nawet tu i ówdzie łączą się z pewnymi nadziejami. Często są to nadzieje, oczekiwania ludzi głodnych, bez dachu nad głową, pozbawionych pracy, wyłączonych poniekąd z procesu podziału dóbr gospodarczych, ludzi dla których kwestja takiego czy innego ustroju jest drugorzędna, gdyż na pierwszy plan występuje sprawa chleba, który muszą zdobyć nawet za cenę zmiany ustroju.

Agitacja bolszewicka, mająca szczególny wpływ na niezadowolonych, co jest psychologicznie zrozumiałe, zapowiedziała stworzenie nowego typu państwa, które byłoby protestem przeciwko wyzyskowi, dokonywanemu w państwach burżuazyjnych przez tysiące wyzyskiwaczy na miljonach wyzyskiwanych, które by było rządzone przez proletarjat. Zapowiedź ta znalazła oczywiście gorące przyjęcie wśród mas. Nie doszło jednak do ich wiadomości to, że władza dyktatorska spoczywa nie w ręku partji, liczącej na 170 miljonów obywateli zaledwie 3 miljony członków, wśród których proletarjat stanowi starannie przesiewaną mniejszość (czystka): że przynależność do proletarjatu nie zawsze otwiera drogę do partji, że sama partja, nie jest właściwie organem demokratycznym, ale środkiem do wywierania przemocy na pozostały proletarjat i obywateli. Gdyby dokładniej wiedziano do czego właściwie doprowadziła tak zachwalana zmiana ustroju w Sowietach, napewno z faktem tym nie łączonoby tylu nadziei, co obecnie.

 2.  Przeglądając niezliczone opisy wrażeń po Rosji bolszewickiej, artykuły w pismach, zwraca uwagę to, co zwiedzającym Sowiety najbardziej imponuje: energja i śmiałość w dziedzinie poczynań gospodarczych, znaczna nieustępliwość, silna władza, sprawowana po dyktatorsku. Czytelnik zestawia te wiadomości, z przeżywanym w państwach europejskich kryzysem demokracji i parlamentaryzmu, z nieudolnością władz wobec własnych obywateli, zagadnień gospodarczych itp. Wyczuwanie tych braków stwarza tło psychologiczne, sprzyjające powstaniu dyktatur. Czytelnik nie zawsze wie, że rządy dyktatorskie w Sowietach, sprawowane przy pomocy wojska, milicji i G.P.U. kładą kres wszelkim wolnościom obywatelskim. Już sama nietykalność osobista przeżyła w Bolszewji historję czrezwyczajek. Gdy powstało Gławnoje Politiczeskoje Uprawljenie (G.P.U.) dekretem z 15.X.1922 r. otrzymało daleko idące uprawnienia wobec obywateli, z władzą ograniczenia wolności, nakładania bez sądu ciężkich kar, zesłania, ciężkich robót, aż do kary śmierci włącznie. Dekret Komisarjatu Spraw Wewnętrznych z 3.I.1923 r., nadaje władzom administracyjnym prawo wysiedlania obywateli, nawet bez oznaczenia miejsca. Uprawnienia te znacznie rozszerzają przepisy, dotyczące "nadzwyczajnych środków dla zachowania porządku rewolucyjnego" (z 8.III.1923 r. i dekret C.I.K. z 28.III.1924 r.11 ). Samo istnienie G.P.U., jako organu niezależnego od policji i władz administracyjnych, wydającego z pominięciem przepisów proceduralnych nie ulegające zaskarżeniu wyroki - jest wysoce charakterystyczne dla określenia wolności obywatelskich w Rosji. Tak ograniczone wolności tworzą system o mocy prawnej, który jednostkę oddaje całkowicie na łup administracji państwowej.

Wolności obywatelskie w Sowietach oświetla istnienie niespotykanej nigdzie kategorji ludzi, tzw. liszeńców i "bywszych ludiej", nieposiadających praw obywatelskich, żyjących poza prawem i pozbawionych w nowych warunkach społecznych możliwości egzystencji. Należą do nich m.in. korzystający z cudzej pracy w celach zysku, żyjący z dochodów, niepochodzących z ich pracy, kupcy prywatni, pośrednicy i agenci handlowi, zakonnicy i duchowni wszelkich wyznań, o ile ich służba jest dla nich zawodem itd. Wszyscy oni pozbawieni są uprawnień materjalnych i politycznych. Cały szereg przepisów prawnych może doraźnie, zależnie od wymagań celowości rewolucyjnej, powiększać grono liszeńców; niebezpieczeństwo to grozi zwłaszcza "kułakom" i wszystkim zdradzającym brak ducha kolektywistycznego. W związku z organizacją kołchozów, liczby pozbawionych praw obywatelskich dochodzą do 20 procent (Izwiestja, 15.III.1930 r.).

Jeżeli co nie jest barbarzyństwem w bolszewickim systemie rządzenia, to niezawodnie mobilizacja całego aparatu państwowego przeciwko liszeńcom. Są oni pozbawieni swej własności pod pozorem unieszkodliwienia ich wrogich wobec rewolucji zamiarów. W 1929 r. wydano w Moskwie rozporządzenie o wysiedlaniu z domów ich b. właścicieli, jako szkodliwych dla rewolucji. Liszeńcom odmówiono wydania tzw. książeczek żywnościowych, uprawniających do otrzymania żywności, zdając mnóstwo ludzi na łaskę i niełaskę coraz rzadszych i coraz droższych wolnych sprzedawców. Surowość zarządzeń dla liszeńców nie pomija nawet ich dzieci, które tylko dlatego, że są dziećmi "bywszych", są pozbawione nabiału, a nawet opieki lekarskiej. Ograniczenia liszeńców sięgają w zakres stosunków pracy, przez niedopuszczenie ich na giełdę pracy, a nawet w dziedzinę kulturalną, przez utrudnianie wstępu do szkół, bibliotek itp. 12

Tylko w Rosji bolszewickiej mogą się zdarzyć takie fakty, jak przymusowe, karne przeniesienie kilkudziesięciu tysięcy ludzi z ich odwiecznych siedzib i domostw w obce strony. Taki fakt miał miejsce w stanicach kozackich: Poltawskaja, Miedwiedowskaja (ok. m. Krasnodoru) i Urupskaja (ok. m. Armawiru), których mieszkańcy w liczbie przeszło 50 tysięcy, zostali wysiedleni na północ, za rzekomy sabotaż dostaw zbożowych oraz innych poczynań gospodarczych. Własność ich oddano chłopom sprowadzonym z północy, rezerwistom czerwonej armji. 13 To jest przykład traktowania swych obywateli przez Sowiety. Do jakiego spustoszenia w życiu rodzinnym sowieckim doprowadziło ustawodawstwo małżeńskie - powszechnie wiadomo. Nie tylko bowiem zniweczono węzeł prawny i charakter sakramentalny, ale nadto dąży się do zatarcia więzów krwi. Chcąc doprowadzić do całkowitego zaniku tradycyj rodzinnych, od młodzieży ubiegającej się o przyjęcie do szkół lub o posady, żąda się publicznego stwierdzenia zerwania wszelkich stosunków z rodziną, zwłaszcza nieproletarjackiego pochodzenia. 14

Niewolę tę pogarsza jeszcze podporządkowanie celom państwowym wszystkich środków gospodarczych, pierwszej potrzeby wykorzystywanych dla wywierania wpływu na obywateli. Mając w swym ręku wytwarzanie i rozdział tych środków, Państwo w najdrobniejszych szczegółach uzależnia od siebie obywatela; nic dziwnego, że może wywierać na masy zamierzony wpływ. Zadanie jest tem łatwiejsze, że monopol pracy, pozostającej całkowicie w ręku Państwa, odbiera obywatelom głos.

Oto jakimi ofiarami opłaca obywatel silne rządy, o wątpliwej użyteczności społecznej. Rzecz znamienna, że liczni obrońcy wolności konstytucyjnych w różnych państwach, wolności przez system rządzenia nigdzie nie zaprzeczanych, mają tyle uznania dla Sowietów, które te wolności przekreśliły w tak jaskrawy sposób.

 3.  Wielki wpływ na sympatyków ustroju kolektywnego ma przekonanie, że w Sowietach cały ustrój jest oparty na pracy. Ideałem dla nich jest "Państwo zorganizowanej pracy". Nie rozstrzygamy w tej chwili, czy ideał taki jest słuszny czy nie; warto się jednak zastanowić, czy organizacja pracy, jaka została dokonana w Sowietach, może być czemś pociągającym. 15

Bolszewizm dzieli swych obywateli na pracujących i niepracujących, przy czem do pierwszej grupy należą - według 68 art. Konstytucji R.S.F.S.R. - każdy obywatel, który się utrzymuje z "produktywnej i realnie użytecznej pracy". Kto należy do tej grupy to już zależy od uznania władz sowieckich, przyczep uznanie rozstrzyga o uprawnieniach Obywatela. Uprawnienia te bowiem tylko pracującym zapewniają prawa polityczne (art. 68), otwierają drogę do stanowisk w związkach zawodowych i urzędach, zabezpieczają ochronę mieszkaniową, ułatwiają przyjęcie do uniwersytetów, a nawet darzą pewnymi względami w procesach karnych. 16

Przyjmując zasadę - niepracujący niech nie je (art. 18) - bolszewizm wprowadził powszechny obowiązek pracy; jednakże owoce tej pracy nie dla wszystkich obywateli są jednakowe. Jest kategorja ludzi, których praca może nie odpowiadać celowości rewolucyjnej i nie mieć użyteczności rewolucyjnej, a wykonawcy jej będą zaliczani do grupy niepracujących. Są to liszeńcy, pozostający poza prawem, wobec których władze administracyjne mogą korzystać z zupełnej swobody. Jakoż istotnie liszeńcy są wykorzystywani do robót użyteczności publicznej i to w sposób przymusowy. Do pracy przymusowej, prócz więźniów wykorzystywani są obywatele zamknięci w obozach koncentracyjnych, licznych zwłaszcza na północy Rosji (wyspy Sołowieckie, na Morzu Białem). Praca tych dziesiątków tysięcy skazańców politycznych użytkowana jest szczególnie przy wyrębie lasów.

Panuje powszechne mniemanie, że wszelkie roboty inwestycyjne, budowa ośrodków przemysłowych są przeprowadzone przez więźniów politycznych, z obozów koncentracyjnych. W ten sposób wykonano kanał łączący Morze Białe z Bałtyckim, a ilu więźniów przy nim pracowało widać z tego, że po ukończeniu robót zwolniono od kary 12.484 skazańców, uznając ich za "pożytecznych dla społeczeństwa" pracowników, 59.516 więźniom zmniejszono karę, a 500 - przyznano prawo cywilne. Z pośród szeregu inżynierów-skazańców i kierowników robób-skazańców, kilku otrzymało ordery. Wielu z tych ludzi aresztowano na krótko przed podjęciem robót. Fakt ten podawany w pismach, jest przyczynkiem do oświetlenia stosunków pracy w Sowietach. Choć nie istnieje w Bolszewji17 ustawowy przymus pracy w stosunku do "pracujących", to jednak istnieje przymus moralny. "Płace akordowe, premie, są z reguły stosowane w Z.S.R.R. przez zarząd fabryk, a obok tego sami robotnicy, przez ogłaszanie konkursów na zwiększenie produkcji, przez nieustającą agitację za zwiększeniem tempa pracy (hasłem tem żyje cała młodzież i najbardziej uspołeczniona część robotników), przez wyśmiewanie robotników mniej zdolnych lub mniej chętnych w "gazetach ściennych", wywieszanie karykatur takich robotników, wypłacanie im wynagrodzenia nie przez ogólną, a przez "karną kasę", wszystkiemi temi środkami pilnują zwiększenia tempa produkcji".18

Przejawem wywierania przymusu są różnego rodzaju "dobrowolne" samoograniczenia swych praw obywatelskich, przyjmowane "mocą własnego postanowienia" przez ludność, pod wpływem instrukcyj z Centralnego Komitetu Partji narzucanych, dla przyszłego, lepszego jutra. W ten sposób powstała instytucja tzw. subotników, tzn. robotników, którzy dla wykonania pilnych prac użyteczności publicznej ograniczają swoje prawo do odpoczynku, pracując w dni wolne na rzecz państwa. Ten przymus moralny, poparty obawą utracenia świadczeń żywnościowych, zrodził tzw. udarnyje brygady, przyjmujące dodatkowe zobowiązania pracy, przedłużające znacznie czas jej trwania, bez wynagrodzenia. Wolność pracy ograniczają nadto liczne doraźne mobilizacje robotników fabrycznych dla przeprowadzenia szczególnie pilnych prac.

Swego rodzaju przymusem była propaganda wśród robotników tzw. "samozakreplenja", czyli przywiązania do warsztatu pracy, co zmierzało do przełamania przenoszenia się robotników z fabryki do fabryki, do stworzenia pewnego rodzaju warstwy - fabricae adscripti. Opuszczenie jednego dnia pracy, lub też nieusprawiedliwiona nieobecność, w myśl dekretu z listopada 1932 r. pociąga za sobą wydalenie z fabryki, odebranie kartek żywnościowych i pozbawienie mieszkania. Nic dziwnego, że w takich warunkach i pod grozą takich następstw "wyścig pracy" rozwija się w fabrykach sowieckich, nawet ze szkodą dla jakości wytworów. Jakkolwiek więc teoretycznie przymus pracy wobec ludzi posiadających prawa obywatelskie nie istnieje, faktycznie istnieje w następstwie tych wszystkich "dobrowolnych" samoograniczeń.19

W stosunkach pracy nie istnieje właściwie równość świadczeń, nawet za jednakowe świadczenia pracy. Bolszewizm stworzył cały system przywilejów, naruszających równość proletarjatu, i to w dziedzinie najdrażliwszej, bo w dziedzinie żywnościowej, wprowadzając przez to nową moralność społeczną. Całe kategorje robotników przemysłowych, specjalistów, szturmowców pracy, bohaterów pracy otrzymuje wstęp do sklepów rozdzielczych, niedostępnych dla proletarjatu bolszewickiego. Sowiety stwarzają nową "szlachtę" bolszewicką, której przywileje kładą nie w rzędzie uprawnień politycznych lecz w szeregu uprawnień żołądkowych.

Stworzony system pracy jest niewolą, z której w obecnych warunkach wyjścia niema; niema go dla robotników, gdyż nie mogą oni dochodzić swych praw drogą u nas przyjętą za pośrednictwem związków zawodowych - te bowiem podporządkowano interesom rządzącej partji i biurokratycznej administracji państwowej. To, co we wszystkich państwach burżuazyjnych uznane jest za zdobycz robotniczą, wolność zrzeszania się, nie posiada praktycznej doniosłości dla proletarjatu sowieckiego. Ale i państwo sowieckie nie może tego systemu porzucić, gdyż powodzenie imprez przez Sowiety prowadzonych, jest możliwe tylko przy utrzymaniu wyzysku pracy.

Panuje przekonanie, że ustrój bolszewicki, który dziś ma wszelkie cechy kapitalizmu państwowego, staczać się musi "po linji coraz większej i wydajniejszej eksploatacji pracy ludzkiej". Kurs sowieckiej polityki ekonomicznej, od roku 1932, wynikający z trudności finansowych, a oparty na zasadzie równowagi budżetowej poszczególnych jednostek gospodarczych (chozrasczot), jest możliwy do urzeczywistnienia jedynie na tej linji, toteż nie tylko nie należy się spodziewać poprawy warunków pracy robotników sowieckich, ale na odwrót, raczej wciąż wzrastającego ich wyzysku i dalszego faktycznego ograniczenia tzw. teoretycznie praw wolnościowych.20

Ogólna charakterystyka zdobyczy robotniczych w państwie bolszewickim sprowadza się do stwierdzenia, że Sowiety tworzą szereg sztucznych miraży, które, wytwarzając pozory zdobyczy, sugestjonują masy; do takich miraży należy, zdanie T. Korwina, system wydwiżeńców, możność awansowania zdolniejszych robotników w hierarchji państwowej i partyjnej, 7-godzinny dzień pracy i 5-dniowy tydzień, bezpłatne świadczenia społeczne, urlopy wypoczynkowe na koszt rządu - zdobycze okupowane jednoczesnym pogorszeniem się położenia materjalnego.

Robotnik w Rosji "teoretycznie - zdaniem Bersona - ma wszystko, z wyjątkiem praktycznego braku żywności, odzieży, mieszkań i swobód obywatelskich".21

Przypominają się tu słowa Biskupa Buchbergera, które dobitnie odtwarzają położenie warstwy robotniczej w Sowietach; "Wolność, samodzielność, osobowość stają się ofiarą masy. System kolektywistyczny domaga się ducha kolektywistycznego, ducha stadowego. Miejsce prawa przyrodzonego, które strzeże każdego od bezprawia i przemocy zajmuje wola masy, a więc przewaga silniejszego, prawo pięści; miejsce wolnego wyboru zawodu, przymusowy przydział do maszyny robotniczej i, w następstwie, umysłowe i duchowe niewolnictwo. To, co zwalcza robotnik, przewagę kapitału, brutalną przemoc, gospodarczo silniejszą bezmyślność, bezduszność, nieżyczliwość w pracy, to wszystko jest następstwem socjalizmu; zmienia się jedynie gospodarz przemocy. Za przykład może służyć Rosja: z jednej strony mała garstka dyktatorów, i ich służalców z drugiej nieszczęśliwa masa zniewolonych ludzi, którzy jako zwierzęta robocze muszą pracować za skąpą strawę i nędzne mieszkanie".22

 4.  Wielbiciele nowej Rosji wiele mówią o rozwoju oświaty w Bolszewji, i o wzroście kultury. Pomijając to, że wzrost ten zaznacza się we wszystkich państwach, trzeba jednak zaznaczyć, że postępowi kultury w Sowietach grozi niebezpieczeństwo w założeniach myślenia komunistycznego.

"Kultura nasza - stwierdził w "Wiadomościach Literackich" K. Radek - jest kulturą marksowską". Marksizm ma wiele pogardy dla kultury umysłowej. Już samo pojęcie pracy, zacieśnione do pracy fizycznej, musi stwarzać nastroje niechętne do pracy umysłowej. Bolszewizm, który odniósł się do marksizmu z całą bezkrytyczną wiarą od zarania swego życia państwowego, zaczął się kierować raczej uczuciowością niż rozumem. Przyjął za swoje hasło "dałoj gramotnyje", rozpoczął walkę z inteligencją zawodową, ze specjalistami i fachowcami, usiłując urzeczywistnić założenie, że każdy robotnik, który zna cztery działania, może kierować warsztatem fabrycznym, a "każda kucharka - według mniemania Lenina - może rządzić państwem". Z tych założeń wyrosło przecież całe zagadnienie "wydwiżeńców", prostych robotników, samouków, w imię zasady postawionych na czele warsztatów przemysłowych. Komunizm wypełniony utopijną treścią, nawet po promowaniu go przez Engelsa "od utopji do nauki", pozostał nadal utopją, o czem można było przekonać się z dziejów rewolucji bolszewickiej. Trzeba było smutnych doświadczeń z "wydwiżeńcami", by kierownicy życia państwowego - tylko pod wpływem smutnej konieczności - nabrali szacunku dla fachowców. Wyniszczywszy własną inteligencję zawodową, musiały Sowiety sprowadzić drogo opłacanych speców zagranicznych, którzy tylko dlatego mogli coś zarobić, że byli wyjęci z pod działania, niechętnych dla inteligencji, ludzi wykształconych, praw bolszewickich.

Nastrój taki nie może sprzyjać rozwojowi kultury. W Sowietach nie istnieje wolność badań naukowych, w państwie, które za urzędową logikę przyjęło logikę marksowską, które celowość badań naukowych utożsamia z użytecznością rewolucyjną, nie może istnieć przedmiotowość badań naukowych. W dziedzinie pracy umysłowej bolszewizm dążył do monopolu, chcąc tą drogą narzucić swoje kryterjum materjalizm dziejowy, a obywatelom - materjalistyczne pojmowanie dziejów. By tego dokonać, zanim przeprowadzono swe plany w innych działach życia gospodarczego, upaństwowiono przemysł papierniczy. Stając się panem wszystkich środków wydawniczych, bolszewizm uniemożliwił wydawanie jakichkolwiek pism, ulotek, książek. Komunizm stał się doktryną urzędową państwa, której krytykować nie wolno.

Chcąc zamknąć obywateli w sferze myślenia kolektywistycznego, bolszewizm zrobił z Rosji wielkie więzienie, z którego nikt nie może wyjechać. Sowiecki obywatel musiał zupełnie stracić łączność z cywilizacją zachodnią; z dala od tej cywilizacji wychowuje się całe młode pokolenie, które, gdy z czasem dojdzie do władzy, niewiadomo, jakiemi kategorjami myślenia, jakiemi pojęciami będzie się porozumiewać z Europą. W takich warunkach powstaje nowa "nauka", oparta na materjaliźmie dziejowym, "nauka" bolszewicka. Jaką wartość kulturalną może mieć ona? Umysłowość obywatela bolszewickiego, pozbawiona możności porównania własnych zdobyczy z dotychczasowemi wypracowanemi na zasadach chrześcijańskich, staje się umysłowością ciasną, fanatyczną, a przez swój materjalistyczny punkt wyjścia z gruntu fałszywą, bo fragmentaryczną.

"Kultura rodzącego się socjalizmu" pozornie tylko wyzwala masy, pogłębiając ich mękę tem, że podcina pierwsze wzloty, wtłaczając w ciasne ramy myślenia materjalistycznego; pozbawiona duszy i tego co jest spiritus movens dla każdej kultury - religji, okalecza twórczość młodej Rosji, tak iż nie można w niej dopatrzeć się niczego, co by zasługiwało na miano nowej cywilizacji. Uderza niesłychane ubóstwo myśli, zarówno w literaturze, poezji, malarstwie czy rzeźbie, muzyce, czy na scenie. Literaturę ograniczono do życia świata wytwórczego, do poezji wprowadzono zgrzyt trybów maszynowych i poszum pasów transmisyjnych, na scenę - nieco dekoracyj, nieco przypominających zmechanizowane i ulepszone gilotyny, wnętrza fabryk, jako tło dla człowieka - kolektywu.

To ubóstwo nas nie dziwi. Po uwięzieniu ducha ludzkiego w materji, po rozciągnięciu cenzury nad jego wzlotami, trudno się czegoś więcej spodziewać. Zamykając swą twórczość kulturalną w świecie produkcji przemysłowej, w świecie ograniczonej materji, Sowiety skazały się dobrowolnie na zanik sił duchowych, które nie będą w stanie udźwignąć na swych barkach nawet tej odrobiny oświaty początkowej, dawanej dziś ciemnym masom.23

PRZYPISY:

  1. [«]  A. Szymański. Wpływ rewolucji Bolszewickiej, 1926.
  2. [«]  Dr T. Korwin. Podstawy ustroju związku sowieckiego. Studium polityczno-prawne. Warszawa, 1933 r., s.112,13.
  3. [«]  T. Korwin. Podstawy ustroju, w.c. s. 139 i n.
  4. [«]  Wiadomość tę podała "Gazeta Polska" z 24.I.1933, przytaczając za pismem - "Za Mir i Trud", wychodzącym w Rostowie n. Donem. Gazeta opatruje tę wiadomość uwagą, że analogji do tych zdarzeń należałoby szukać w dziejach bardzo odległej starożytności, w Assyrji, czy Babilonie.
  5. [«]  T. Korwin przytacza ogłoszenie z Izwiestij, 8.III.1930, n.66, treści następującej: "Ja, Wołkowa E.N. obywatelka wsi Ałpatjewo, okręgu Kolemeńskiego, zerwałam łączność z ojcem, jako byłym handlującym".
  6. [«]  Por. T. Korwin, Podstawy ustroju związku sowieckiego, passim: J. Iwasiewicz, Warunki pracy i życia robotników w Rosji Sowieckiej. Warszawa, 1932, passim: T. Berg. Was Sagt Sowjet - Russland von sich seibst? Köln, Tat - Vlg, 1932, 8, s. 176 - I. La Vega. Democratic et Sovietisme, Paris, Gard, 1931, s. 238. - W. Gurian. Der Bolschevismus. Einführung In Geschichte u. Lehre, Freiburg i Br.Herder, 1931, XI, s. 337 - H.Goldschmidt, Sowjet - Russland, köln, Tat - Vlg, 1932, 8,194
  7. [«]  T. Korwin, w. c., s.155,6
  8. [«]  J. Berson Otmar, Nowa Rosja na przełomie dwóch piatiletek. Warszawa, 1933, s. 284,5
  9. [«]  T. Korwin, s.c., s. 156 - W.C. White, So lebt der Russe, Köln, Gilde - Vlg, 1932, 8,384 - T. Błeszyński, Więcej prawdy o Sowietach, Warszawa, Niklewicz, 1933, s.252
  10. [«]  T. Korwin, w.c., s. 156, 161 i w in.
  11. [«]  T. Korwin, w.c., s. 164,5
  12. [«]  Jan Berson Otmar, Nowa Rosja, w.c. s.312
  13. [«]  Schönere Zukunst, 1931, n. 29, s. 671
  14. [«]  S. Hessen. Losy ideału wychowania komunistycznego. Przegl. współcz., 1933, wrzesień, s. 279 - Wł. Wolert. Demokracja i kultura. Praca oświatowa za granicą. Rosja Sowiecka (s. 523-622). Warszawa, 1930, s. 723. - M. Rigaux. Au laboratoire des essais russes. Comment on "alchimise" un peuple, Paris, ed. Spes. 1932, s. 102. I. Iljin. Welt ver dem Abgrund. Politik, Wirtschaft und Kultur im kommunistischen Staate. Berlin, Eckart 1931, s. 576. - A. Rundt. Sowiety tworzą nowego człowieka, Warszawa 1932, s. 216. - Dr Klaus Mehnert. Młodzież w Rosji Sow. Warszawa 1933, s. 168. - Tenże. Moralność i kultura w Rosji Sowieckiej. Warszawa 1934, s.208


  NA POCZˇTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNˇ POWRÓT DO MENU NAUCZANIE KSIˇŻKI SPIS TRE¦CI