Ksidz dr Stefan Wyszyski - "Kultura bolszewizmu a inteligencja polska"

Że różne dążności bolszewickie są w Polsce rozpowszechnione zbyteczne tego dowodzić. Nie mam już zamiaru faktów tych wyczerpująco omawiać. Zadanie swoje ograniczę jedynie do wskazania kilku bardziej znamiennych dążeń, mniej rzucających się w oczy, a jednak bardziej niebezpiecznych, niż hałaśliwi agitatorzy komunistyczni. Okrężną drogą, stopniowo i planowo wtłacza się w umysły obywateli przekonanie, że cały ustrój gospodarczy, dotychczas w Polsce się utrzymujący, jest zły, że trzeba doprowadzić do zmiany ustroju i to na wzór Rosji bolszewickiej. Zmiana ustroju - to cel dążeń. Dochodzi się jednak doń przez przekonanie społeczeństwa, że ponieważ nie jesteśmy bolszewikami - jesteśmy barbarzyńcami.

Przenikanie bolszewizmu do Polski zaczyna się pod nieokreśloną i niewiele mówiącą postacią - od jakiegoś mętnego radykalizmu, uznanego za warunek zgodności z potrzebami chwili. Przez "radykalizm" chce się wychowywać przywódców, którzy, zanim pójdą do mas, sami muszą przejść przez przełom psychiczny, sami muszą praktykować wyznawane zasady. Jest rzeczą godną uwagi, jak w ostatnich czasach nadużywa się pojęcia "radykalizm", i to z wielu - często przeciwnych stron. Powstające nowe pisma i organizacje za punkt honoru uważają sobie przekonać świat o swoim radykaliźmie, jakgdyby uważały, że chodzenie po krawędzi jest stanem całkowicie normalnym.3

W pewnych odłamach prasy polskiej zdobywa sobie prawo obywatelstwa słownictwo, znane dotychczas z dialektyki bolszewickiej. Z dużym upodobaniem pojęciami, zaczerpniętymi ze słownictwa bolszewickiego, posługuje się "Dekada", tygodnik akademicki. "Dekada: uważa obecne położenie polityczne w Polsce za następstwo rewolucji, przeciwko której działa kontrrewolucja, składająca się z "reakcyjnej kołtunerji" i szukająca otuchy moralnej... na plebanji lub w zakrystji. Wprawdzie dla wytępienia tej - "dla uniknięcia nieporozumienia powtarzam: nie w kościele, lecz na plebanji lub w zakrystji" - wypływającej kontrrewolucji nie potrzeba, zdaniem autora, tworzyć "polskich czrezwyczajek" - mimo, "iż, obrona rewolucji moralnie całkowicie usprawiedliwia materjalne wyniszczenie, a nawet fizyczne wytępienie jej wrogów".4

Zaskoczeni tem pokrewieństwem ideologicznym z obrońcami rewolucji bolszewickiej, nadającymi jej te same uprawnienia, nie chcemy w tej chwili pytać dlaczego to kontrrewolucja w Polsce pozostaje pod wpływami plebanji i zakrystji. Poglądy religijne i społeczne Kościoła katolickiego w tej dziedzinie, nas nie dziwią. Duchowieństwo polskie przyzwyczaiło się już do różnorodnej klasyfikacji; dowiedzieliśmy się po ukazaniu się listu Kard. Hlonda, o przesileniu gospodarczym (1932), że hierarchja kościelna głosi hasła zapożyczone z Bolszewji, podczas gdy inni pisali o nawróceniu się biskupów polskich na bolszewizm, czytaliśmy do znudzenia o związku religji z wielkim kapitałem - dziś dla odmiany piszę się o kontrrewolucji, popieranej przez plebanję i zakrystję. Podobne rzeczy wyczytać można w prasie bolszewickiej, według której każdy duchowny i człowiek, mający odwagę wyznawać swą wiarę, też jest kontrrewolucjonistą. - Ale w pismach bolszewickich w podobny również sposób pisze się o roli i uprawnieniach czrezwyczajki, która okryła hańbą rządców współczesnej Rosji. Czyżby krwawa działalność tych rzeźni ludzkich mogła budzić choć cień sympatji, usprawiedliwiającej porównanie? Czy "Dekada" może wziąć odpowiedzialność za przyznawanie ewentualnej polskiej czrezwyczajce uprawnienia w obronie rewolucji: "moralne wyniszczenie, a nawet fizyczne wytępienie jej wrogów!" Wiadomo, że w Rosji uprawnienia te zwróciły się przede wszystkim przeciwko ludziom, pochodzącym z tych samych sfer społecznych, które u nas tworzą czytelników "Dekady". Wiemy, że uprawnienia te, stanowiące ośrodek filozofji państwowej Sowietów, i metodę rządzenia obywatelami bolszewickimi, zrosiły ziemię rosyjską łzami i krwią, nietylko "winnych".

Nie posądzamy redakcji "Dekady" o sprzyjanie metodom bolszewickiego rządzenia obywatelami, gotowi jesteśmy uznać wyczytane zdania za lapsus calami, zwłaszcza, że w innym miejscu wypowiada się przeciwko modnemu dziś "salonowemu komunizmowi" (8.X.1933). Jednak zapożyczanie słownictwa zza kordonu uważamy za zbędne i niemiłe.

Podobne skłonności do ulegania dialektyce, przyjętej dziś w Rosji bolszewickiej, widzimy w "Państwie Pracy" - współpracownicy organu Legjonu Młodych piszą o specach (w sztuce), o potrzebie czystki, o gazecie ściennej. Wszystkim tym pojęciom odpowiadają krwawe widma wyniszczonej inteligencji zawodowej, terroryzowanych członków rządzącej (sic!) partji a nawet robotnikach w fabrykach, z których wydobywa się służalczą uległość obawą przed ośmieszeniem w gazecie ściennej. Są to wszystko wynalazki ludzi, którzy nigdy nie wyrobili w sobie chrześcijańskiego szacunku dla osoby ludzkiej.

Prasa polska nie tylko jednak pozostaje pod wpływami z terminologji bolszewickiej; można w niej wyczytać coś z podziwu, z uwielbienia dla rodzącej się kultury kolektywu. Są pisma, które od niedawna zamieniły się na piewców ładu bolszewickiego i nie mogą obronić się przed tęsknotą za tym nowym ładem. Z tym ładem wiąże się nawet takie zdobycze, które gdzie indziej osiągnięto w daleko szerszym zakresie, i z lepszym wynikiem, w granicach starego porządku. Zwłaszcza oświata wsi rosyjskiej wzbudza duże zainteresowanie i uznanie. Wiele się pisze o ludziach w jednym pokoleniu podniesionych do godności ludów cywilizowanych, mówi się o Tatarach, Kałmukach, Kirgizach, Mongołach uczących się w szkole, o Ojratach, zachwycających się Iliadą, o ludziach, zdobywających własny alfabet, czytających, dyskutujących, żądnych książek. Gdy się czyta w "Wiadomościach Literackich" artykuł tow. Rafała Radka o postępach kultury robotniczej, o wzroście nakładów pism, o rozchwytywanych książkach, o miljonach uczniów, przepełnionych teatrach, kinach, o robotnikach piszących książki, o sześcioletnich synkach - zamiast pospolitych wiekowi epitetów przezywających matki od sinusów i cosinusów, to ogarnia nas rozrzewnienie. I byłoby wszystko w porządku z temi kwiatkami, gdyby w bolszewickim kożuchu nie brakło dziur, które tow. Radek, w przystępie szczerości sam odsłania. Oto rozwój pracy i czytelnictwa szedłby dalej, gdyby nie pewna przeszkoda... brak papieru. Z tym brakiem Sowiety nie mogą sobie, rzecz dziwna, poradzić, gdyż brak go od tylu lat nie tylko na gazety, ale nawet na podręczniki szkolne dla "miljonów uczących się ludzi"5 . "Na prowincji - pisze tow. Radek - zdarza się niejednokrotnie, że uczniowie sypiają na ławkach i stołach w budynkach szkolnych". W Polsce się to jeszcze, dzięki Bogu, nie zdarza. Symboliczny jest również przepełniony ludnością teatr w Magnitogorsku, w którym - według relacji p. Radka w "Wiadomościach Literackich" - na głowy przypatrującej się sztuce ludności deszcz lał się strumieniami, zmuszając widzów do zasłaniania się deskami. To są symbole całej nowej kultury bolszewickiej, unoszącej się w dymach reklamy, wielkiej tem, że nie posiada... ani papieru na druki, ani miejsca na spoczynek dla dzieci szkolnych, ani dachu nad głową. Bez przewrotu, bez reklamy Polska rozpoczęła budowę szkolnictwa, zbierając owoce - też godne uwagi. I w Polsce chłopi i robotnicy pisali od dawna i piszą książki, byli i są poeci ludowi, jakkolwiek nie mieli żadnego związku z kulturą kolektywną. Jeżeli co należy podziwiać, to przede wszystkim to, że wieśniak polski pisał nawet wtedy, gdy nie znał ani szkoły, ani książki, gdy za swe przekonania i skłonności twórcze był prześladowany przez władze zaborcze. Czemuż to nikt nie przypomni na łamach "Państwa Pracy" tych pionierów twórczości ludowej, czemuż nikt się nie upaja "kulturą proletarjacką" synów polskich wsi i fabryk, podczas gdy suto opłacana, faworyzowana i bardzo wątpliwa twórczość jednej lub drugiej Rosjanki wywołuje tyle uwielbień, nawet w prasie polskiej?

I nie tylko uwielbień! Są ludzie, którzy tej kultury bolszewickiej, proletarjackiej pragną dla Polski!

Na łamach "Państwa Pracy" wzywa się do tworzenia kultury proletariackiej. "Żyjemy w momencie przeobrażania się Państwa i społeczeństwa z indywidualistycznego na kolektywne. Drogę nadchodzącym formom gospodarczym i społecznym musi torować sztuka: sztuka tworzona nie przez elitę inteligenckich zawodowych artystów, ale przez ogół (jako "nadbudówka życia zawodowego"), kierowany jedynie przez speców". Odezwa wzywa wszystkich wychowujących się na obywateli "Państwa Zorganizowanej Pracy" do przygotowania odpowiedniej kadry speców do kierowania poczynaniami artystycznymi ogółu (z dnia 30.IX.1933).

Jakiemi drogami ma iść ta budowa kultury proletariackiej, gdzie ma szukać natchnienia, wyjaśnia nam artykuł p. H. Domińskiego, pt. "O kulturę proletarjacką": "Praca ta jest o tyle ułatwiona, że tuż obok widzimy tworzącą się, będącą in statu nascendi, kulturę wielkiego narodu rosyjskiego. Dzielą nas od bolszewików ogromne różnice w wielu dziedzinach, tem niemniej stwierdzić należy, że to, co za wschodnią granicą dokonane zostało w dziedzinie etyki społecznej, w dziedzinie moralności, w dziedzinie życia artystycznego, pokrywa się niemal zupełnie z naszymi poglądami na tę kwestję" (1933, nr. 30).

Nie tylko więc dotychczasowy wysiłek narodu nie znalazł uznania w oczach "Państwa Pracy", nie tylko należy zacząć od nowa, ale nadto tworzywa dla nowej kultury polskiej szukać należy nie w duszy, w życiu narodu, ale... u naszych wschodnich sąsiadów. To, co bolszewicy zrobili dla Kirgizów, czy Kałmuków więcej wzbudza szacunku, niż cała bogata polska kultura, dorobek tylu wieków.

Samo tworzenie jakiejś specjalnej "proletarjackiej" kultury wydaje się nam pogwałceniem najgorętszych marzeń warstwy robotniczej, która chce się wydobyć z całej proletarjackiej atmosfery i bytowania. Wszak ruch robotniczy we wszystkich krajach dąży nie do sproletaryzowania mas, ale do odproletaryzowania, to znaczy do wydobycia ich z nizin bytowania materjalnego, a wraz z tem i do zerwania z duchowym zubożeniem, poniżeniem i całem poczuciem swej podrzędności społecznej. To jest nie tylko wewnętrzne, głębokie pragnienie każdego człowieka, ale szczególniejsze dążenie robotników.

Wyczuwając te dążenia w imię sprawiedliwości i równości społecznej, Pius XI, w enc. Quadragesimo anno, rzucił wezwanie do pracy nad odproletaryzowaniem warstwy robotniczej, do wyzwolenia proletarjatu z poniżenia gospodarczego i do zwalczania niechrześcijańskiej psychiki nizinności społecznej. Jak daleko od tych dążeń odbiega program "Państwa Pracy", które zdaje się kapitulować przed koniecznym wysiłkiem, a wzywając do tworzenia specjalnej kultury proletarjackiej, chce jakby pracować nad utrwaleniem dzielących ludzi nastrojów i utrzymaniem warstwy robotniczej zdala od kulturalnego współżycia wraz z innemi warstwami społecznemi. Program Piusa XI chce podnosić robotników do poziomu wolnych obywateli, program "Państwa Pracy" chce jakby zamknąć ich w wyłączności klasowej, zacieśnić, obniżyć do sposobu czucia i myślenia łachmanowego proletarjatu.

Tworzenie kultury proletarjackiej nie jest jednakże celem w sobie zamkniętym. Wytworzenie atmosfery proletarjackiej przez kulturę proletarjacką ma, zdaniem "Państwa Pracy", torować drogę nadchodzącym formom gospodarczym i społecznym. W prasie można wyczytać nieraz tęsknotę za temo nowemi formami, za nowym ładem. Podobno ten nowy ład już powstaje. "Państwo Pracy" zapewnia, że już dziś "żyjemy w momencie przeobrażenia się Państwa i społeczeństwa z indywidualistycznego w kolektywne" (30.IX.1933). Wzorem dla tej przebudowy ma być zdaniem p. Skiwskiego, Rosja: "Mam wrażenie - pisze w "Wiadomościach Literackich" - że w zakresie życia gospodarczego Rosja Sowiecka wprowadziła w życie to, co narzuca się z nieodpartą koniecznością wobec bankructwa kapitalizmu". A p. Baczyński na łamach tegoż pisma wręcz doradza: "Jakkolwiek Rosja wyprzedziła Polskę, już wkrótce ukaże się konieczność wygładzenia zbyt jaskrawych różnic celem utrzymania równowagi gospodarczej Europy Wschodniej". Pan Zapasiewicz z "Państwa Pracy" tłumaczy na czem to wygładzenie różnic powinno polegać. Nastąpi to w drodze "upaństwowienia wszelkich ośrodków przemysłowych i wywłaszczenia do pełnego minimum większej własności ziemskiej, zastępując teoretyczny automatyzm realnym, z góry powziętym planem gospodarczym. Wolną inicjatywę gospodarczą - skoordynowanym wysiłkiem całego społeczeństwa w imię wspólnego dobra". A więc kolektywizm!.

Budzące się dla kultury i ustroju bolszewickiego w Polsce sympatje są podtrzymywane przez starannie prowadzoną propagandę. Od dawna już popularyzowane jest w Polsce piśmiennictwo bolszewickie, zwłaszcza przez wydawnictwo "Rój", szereg firm żydowskich i ogłoszenia w "Wiadomościach Literackich". Z literaturą bolszewicką zapoznaje czytelnika polskiego tendencyjna książka St. Baczyńskiego, pt. "Literatura w Z.S.R.R." z zapałem broniąca "nowej" twórczości Sowietów. Pod wpływem poezji bolszewickiej pozostaje i "Państwo Pracy" już przez to samo, że umieszcza utwory autorów, którym wystawia świadectwo, że, jak np. Marjan Czuchnowski, umieli pogodzić program marksowsko-leninistyczny z prawdziwą poezją6

W Polsce ma prawo do rozpowszechniania się przeszło 50 pism wydawanych w Bolszewji, a m.in. Izwiestja, Prawda, Weczernaja Moskwa, Litieraturnaja Gazeta, Sowietskoje Iskusstwo, Intiernacjonalnaja Litieratura, Krokodił, Żurnalist, Krasny Archiw, Istorik-Marxist i w.in.

Przed sztuką bolszewicką otwarto w Warszawie gościnne podwoje Instytutu Propagandy Sztuki, dopuszczając na międzynarodową wystawę grafiki pokazy z Bolszewji, aż nadto rażące swemi komunistycznymi dążnościami.7 Tym samym celom służy bolszewickie radjo, z konieczności słuchane przez cały świat, gdyż stacja moskiewska zagłusza inne. Radjo prowadzi pracę planową; wykłada zasady ustroju Sowietów, wykazuje jego wyższość nad kapitalizmem, chwali zdobycze piatiletki, rozwój kołchozów, sowchozów, przemysłu, techniki i wynalazków bolszewickich. Cenzura widocznie zbyt łagodnie odnosi się do nich skoro na naszych ekranach jest ich coraz więcej (Ziemia pragnie, Bezprizornyje, Orły na uwięzi). Podobno film bolszewicki przychodzi do Polski w drodze wymiany handlowej. Propaguje on to, co zawiera. A co zawiera, to się dowiadujemy od bolszewika Borisa Szumackija, piszącego na gościnnych występach w "Wiadomościach Literackich". "Kino sowieckie czerpie swą tematykę, idee i obrazy z gigantycznego rozmachu budownictwa... Patos budownictwa socjalistycznego, gigantyczny rozrost przemysłu i postępy w socjalistycznym przekształceniu wsi na zasadach skolektywizowanego i zmechanizowanego gospodarstwa wiejskiego - daje taką obfitość tematów, dosłownie gubi się w tej kaskadzie współczesnych obrazów i idej twórczych".8 A więc znowu materja, mechanika, kołchoz, kolektyw - jako pokarm i zachwyt dla własnej rzeczywistości. Filmy bolszewickie wychwalają produkcję bolszewicką, jej organizację (film Turbina). Mają nastawienie propagandowe nie tylko wtedy, gdy powstają w wyniku bolszewickiej rzeczywistości, ale pracują dla Sowietów nawet wtedy, gdy są osnute na tle dawnych utworów. Charakterystyczny dla dążeń twórczości bolszewickiej jest wstręt do filmu "Martwy Dom" - osnutego na tle pamiętników Dostojewskiego (1849-1853). Autor przeszedł przełom, pod wpływem którego głosi: "Ukórz się dumny człowieku, ukórz się próżny człowieku, a poznasz prawdę". Do tego bolszewicka racja stanu dodaje: "Naszemu narodowi nie należy mówić o pokorze - trzeba mówić o buncie!!".9 Znamy wpływ kina na masy; choć się już przeżywa, to jednak nadal wychowuje, kształci, nastraja. Gdy w kinie jest tego rodzaju film bolszewicki - mamy wychowanie bolszewickie za własne pieniądze, bez naruszenia sum przeznaczonych na propagandę bolszewicką w Polsce. Wpływ ten jest tem silniejszy, że obraca się ciągle w obrębie krzywd, wyświadczonych przez burżuazję, w kole nienawiści klasowej, wyzysku, co przy odpowiednim nastroju pozostawia silne wrażenie.

W Polsce prowadzona jest ponadto silna propaganda turystyczna przez bolszewickie biuro podróżnicze, Intourist. Nie byłoby to może niebezpieczne, gdyby Intourist pozostawiał, wzorem europejskich kolegów po fachu, swobodę podróżnym. Ale Intourist roztacza tak troskliwą opiekę nad zwiedzającymi, że mogą zobaczyć tylko to, co Intourist chce pokazać. A ponieważ biuro wie, co można pokazać, stąd z Rosji wracają dziwni ludzie odpowiadając z zachwytem o tem, co im pokazano; gorzej jeszcze, gdy o Rosji zaczną pisać pamiętniki z podróży.

Różnymi drogami umacnia się w Polsce najpierw wątpliwość, a potem przekonanie, że tak źle w Rosji nie jest, jak się opowiada, że jednak ten ustrój kolektywny jest coś wart. Zaznacza się wzrost dążeń do wybielenia Sowietów, do obalenia szeregu poglądów na życie gospodarcze i społeczne. Gdyby odsłaniały chociaż prawdę - ale one prawdę obalają.

PRZYPISY:

  1. [«]  Por. Państwo Pracy 12.XI.1933. Znamienna jest maleńka notatka w temże piśmie zamieszczona: X.Y. "zamierza w Warszawie wydawać pismo półliterackie pt. Ład. Ze źródeł dobrze poinformowanych dowiadujemy się, że pismo ma nosić charakter katolicki, antyklerykalny, prorządowy, nacjonalistyczny i lewicowo-radykalny".
  2. [«]  Por. Dekada, 2.XII.1933, Walka z kontrrewolucją.
  3. [«]  Sowiety upaństwowiły fabryki papieru zaraz po objęciu władzy.
  4. [«]  Jak może wyglądać poezja proletarjacka świadczy wiersz M. Czuchnowskiego. Kłamią: niebo i gwiazdy (Państwo Pracy, Kohorta, 3.XII.1933). Mieści się tu wszystko, co jest cechą "nowej" kultury: przeraźliwa gburowatość, pogańska nienawiść klasowa, zwierzęcość, nie licząca się z niczem, ze wstydem, z czcią dla budzącego się życia, w którem nie widzi się nic szlachetnego, prócz tragedji wyzyskiwanych zmysłów. Nic nowego! To już było w potępionej przez Kościół moralności starego świata.
  5. [«]  Sympatje dla sztuki bolszewickiej można dostrzec i na innych wystawach europejskich (Glass - Palast w Monachjum, 1930; Petit Palais i w.in.)
  6. [«]  Artykuł ten jest jednocześnie propagandą handlową powstających w Bolszewji nowych filmów.
  7. [«]  Pax. Pismo młodych katolików, 1933, nr 7-8, s.9.


  NA POCZˇTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNˇ POWRÓT DO MENU NAUCZANIE KSIˇŻKI SPIS TRE¦CI