Ks. Stefan Wyszyski - "Duch pracy ludzkiej"

Ks. Stefan Wyszyski - "Duch pracy ludzkiej"

Praca, w swym charakterze społecznym, wyraża się we własności, ale własność skolei przez nasze ręce przechodzi na użytek bliźnich. Proces ten jednoczenia ludzi poprzez pracę zamknął św. Paweł w słowach: "Każdy raczej niech pracuje, robiąc to co jest dobrego rękoma swymi, aby miał skąd udzielać cierpiącemu potrzebę". (Ef. 4,28).

Posiadanie jakiejś własności wiąże się ściśle z urządzeniem Bożym świata; warunki życia ludzkiego w dużej mierze są związane z jakimś stanem posiadania. Nic dziwnego, że Kościół broni prawa własności prywatnej, chociaż - z drugiej strony - osłabia ducha własnościowego, płynącego z posługiwania się prawem własności. Mówimy przecież o wspólnym użytkowaniu dóbr posiadanych.

Praca wiedzie do własności.

Całe to zagadnienie łączy się ściśle z należytym pojęciem pracy. Bo praca zazwyczaj prowadzi do posiadania. Celem posiadania jest zaspokojenie potrzeb własnych i swojej rodziny, oraz dzielenie się - z tego co zbywa - z bliźnimi. Posiadanie zostało uszlachetnione przez obowiązek miłości, a przez to i człowiek i jego praca jest uszlachetniona, odarta z samolubstwa i chciwości zysku osobistego.

Dla pełnego obrazu wartości pracy ludzkiej trzeba zwrócić uwagę na motyw Pawłowy pracy ludzkiej - zdobycie środków, by móc udzielać potrzebującemu. To leży u podstaw katolickiego pojmowania własności, tak odrębnego przecież od myślenia kapitalistycznego.

"Posiadanie prywatne - użytkowanie wspólne".

Naczelną podstawą dobrze urządzonego społeczeństwa jest prywatne posiadanie, a wspólne użytkowanie rzeczy. Bóg tak chciał, żeby dla utrzymania ładu w świecie, rozgraniczyć prawa człowieka do posiadania. Wolę swoją wyraził w naturze rzeczy i w naturze potrzeb ludzkich. Własność prywatna zabezpieczona jest prawem obyczajowym, urządzeniami publicznymi i prawem Bożym. Człowiek może dochodzić swych praw z pomocą sprawiedliwości zamiennej. Dzięki temu zabezpieczony jest ład zewnętrzny i sprawiedliwe wykorzystanie dóbr tej ziemi.

Ale prawo własności, jakkolwiek osłonione sprawiedliwością, jednak obarczone jest obowiązkiem społecznym. Wprawdzie bowiem praca ludzka i własność zmierzają do zaspokojenia potrzeb własnych, to jednak zazwyczaj pewna ilość dóbr pozostaje niezużyta. Dobra zbywające już nie podlegają wolnej rozporządzalności człowieka. Każdy jest obowiązany obracać to, co zbywa, na cele społeczne, w duchu cnoty miłości bliźniego, dobroczynności i wspaniałomyślności.

O ile posiadanie prywatne jest strzeżone przez cnotę sprawiedliwości, to użytkowanie dóbr jest rządzone cnotą miłości, obowiązkiem jałmużny, dobroczynności i wspaniałomyślności.

Właśnie dzięki tym cnotom, rządzącym posługiwaniem się dobrami własnymi, użytkowanie dóbr jest wspólne, jest kierowane miłością społeczną.

Miłość u podstaw pracy i własności.

Ten sam duch, który rządzi posługiwaniem się własnością, powinien przyświecać pracy ludzkiej. Pracujemy nie tylko dlatego, aby zdobyć konieczne dla utrzymania życia własnego środki, ale w pracy naszej towarzyszyć nam powinna myśl o potrzebach bliźnich. "Każdy raczej niech pracuje, robiąc co jest dobrego rękoma swemi, aby miał skąd udzielać cierpiącemu potrzebę". (Ef. 4,28). Zyskujemy nowy bodziec działania, dzięki któremu pogłębia się nasz cel pracy. Z pracy rąk naszych żyć mają bliźni.0woce naszej pracy służą też i otoczeniu naszemu. To jest wymaganie szczególnie na czasie, by zwalczyć samolubstwo celów pracy wielu ludzi, by opanować niską chciwość, by uszlachetnić wysiłek, współzawodnictwo w pracy, by pobudzić obowiązkowość, podnieść wydajność warsztatów pracy, ponad własne może nawet skromne potrzeby. Nauka encyklik społecznych zmierza do uduchowienia wysiłku pracy ludzkiej, aby człowiek nie zamykał się przy pracy w sobie.

Duch ubóstwa zakonnego musi objąć tę samą wolę służenia bliźnim przez pracę, co jest dziś zadaniem wyjątkowo na czasie. Życie zakonne iść musi po linii odpowiadania, zaradzania nowym potrzebom społecznym. W społeczeństwie wzrasta ilość ubogich, nędzarzy, ludzi pozbawionych środków bytowania. W wykonywaniu ślubu ubóstwa przyświecać musi też wola służenia bliźnim, w duchu wskazania Pawłowego. W duszy należy pielęgnować wolę współczucia, współżycia i solidarności z ubogimi. Pracuję tym ochotniej i gorliwiej, by mieć większe możliwości śpieszenia potrzebującym z pomocą. Zwracamy naszą pracę, wysiłek, trud w tym kierunku, byśmy mieli skąd udzielać ubogim.

Program to nowy i stary zarazem! Jest nawiązaniem do tego, co ongiś było znane i praktykowane, a co zostało zabite przez ducha wyrachowania ekonomicznego. Wszak jeszcze w czasach przedchrześcijańskich, pod wpływem Bożej mądrości, myśli te kierowały pracą ludzi.

Duch jałmużny i dobroczynności - w pracy.

Że zasada wspólnego użytkowania dóbr i pracy dla dobra bliźnich nie jest nowa, świadczą o tym przeliczne świadectwa Pisma św. Uderzają nas w nich dwa obowiązki: udzielania jałmużny wprost i praca dla dostarczenia dóbr potrzebującym.

Przede wszystkim - obowiązek jałmużny z dóbr posiadanych.

Hijob, czyniąc rachunek własnego sumienia, nie może dopatrzeć się winy swych cierpień w zaniedbaniu obowiązku jałmużny: "Jeślim odmówił ubogim, czego chcieli, i oczom wdowy kazałem czekać, jeślim jadał sztukę moją sam, a nie jadł sierota z niej (bo od dzieciństwa mego rosło ze mną użalenie i z żywota matki mojej wyszło zemną), jeślim gardził ginącym, przeto, że nie miał sukni i ubogim bez odzienia, jeśli mi nie błogosławiły boki jego i wełną owiec moich się nie zagrzał... (Job. 31,16,21)

Stary Tobiasz, dając rady życiowe synowi, wręcz mu przykazuje: "Chleba twego z łaknącymi i z ubogimi pożywaj, a szatami twemi nagich przyodziewaj (Tob. 4,17). Jest tu jak gdyby przygotowanie drogi dla Chrystusowego polecenia: "Kto ma dwie suknie, niech da niemającemu, i kto ma żywność, niech tak samo uczyni" (Łuk. 3,11).

Duch jałmużnictwa jest rozwijany na kartach całego Pisma św., a szczytem jego jest charakterystyczny w swej treści przedmiot Sądu Ostatecznego, wypełniony oceną posług natury gospodarczej, czynionych z miłości ku Bogu.

Wniosek stąd oczywisty: posiadanie prywatne związane jest ściśle z obowiązkiem użytkowania wspólnego dóbr, przez jałmużnę.

Ale od nich ciekawszy jest obowiązek pracy samej dla pomnażania dóbr na potrzeby bliźnich, aby było więcej dóbr do dzielenia się z bliźnimi.

Prawo Mojżeszowe postanawiało wprost, że z pracy rąk naszych mają prawo pożywać ubodzy: "Sześć lat zasiewać będziesz ziemię twoją i zbierać zboże jej. Ale siódmego roku zaniechasz jej i dasz jej odpocząć, aby jedli ubodzy ludu twego, a cokolwiek zbędzie niechaj jedzą zwierzęta polne..." (Wyj. 23,10,11),

Osobliwy to przepis, rażący nasze wyrachowanie gospodarcze. Człowiek ma obowiązek pracy, ale z tej pracy ma udzielać bliźnim, i nawet zwierzętom. To jest też przyczynek do zrozumienia ducha użytkowania wspólnego.

Czyż nie jest to subtelnie pomyślane, choć razić może dzisiejszych agronomów? "A gdy żąć będziesz zboże z ziemi twojej, nie będziesz golił ziemi aż do gruntu i pozostałych kłosów nie zbierzesz. W winnicy też twojej gron i jagód upadających nie zbierzesz, ale ubogim i gościom na zbieranie zostawisz. Ja Pan, Bóg wasz" (Kapł. 19,9-10).

W księdze Rut czytamy, że Booz celowo każe żeńcom swoim zostawić na polu kłosy, aby biedna Rut mogła więcej ich sobie nazbierać. Ciekawy obraz do naświetlenia obyczaju, jaki panował ówcześnie.

Albo prawo przechodniów do kłosów i jagód winnych z cudzych niw. "Gdy wnijdziesz do winnicy bliźniego twego, jedz jagód, ile ci się podoba, ale z winnicy z sobą nie wynoś. Jeśli wnijdziesz w zboże bliźniego twego, możesz rwać kłosy i ręką rozcierać, ale sierpem żąć nie masz" (Powt. Pr. 23,25). Znowu obyczaj wybitnie społeczny, który zachował się jeszcze do czasów Chrystusa Pana i był przez niego uznawany.

Duch przyjaźni w pracy.

Jak bardzo dziś odbiegliśmy od tej przychylności dla ubogich. Zapewne, że rozwój gospodarczy niesie z sobą nowe pojęcia, ale idzie tu nie o zachowanie dawnych urządzeń, tylko o ich ducha. A duch jest wybitnie społeczny, przyjazny dla ubogich i dla ludzkich potrzeb, dla "przechodniów, wdów i sierot". Własność jest tu zachowana i uszanowana, ziemia i jej owoce należą do właścicieli, nie musi on pracować z troską o bliźnich, musi chętnie udzielać. Pracy naszej musi przyświecać myśl: podnosić wydajność swej pracy, by zdobyć więcej środków do niesienia pomocy bliźnim. Nawet wtedy, gdy nas przygniata ciężar nadmiernej pracy, wspomnienie na braci potrzebujących podnosi ducha i przynosi ulgę w pracy.

Jedna jeszcze niezmiernie doniosła myśl, tworząca miejsce dla cnoty wspaniałomyślności: Pius XI, w enc. "Quadragesimo Anno" poucza, że jeśli po zaspokojeniu własnych potrzeb, odpowiednio do wymagań środowiska społecznego, pozostają dobra nadmierne, oszczędności, kapitały, i t. p., to człowiek w rozporządzaniu nimi nie ma całkowitej wolności, ale ma obowiązek obracać je na tworzenie nowych możliwości pracy dla bliźnich. Duch chrześcijański wymaga przełamania samolubstwa, posiadania i użytkowania dobrami, wymaga myśli szerszej, wrażliwości na potrzeby społeczeństwa.

Ilustracją dla tego wymagania może być przykład ewangelicznego gospodarza winnicy, który wysyłał bezrobotnych do winnicy swojej, chociaż nie byli mu tam właściwie niezbędni. Kierował się nie tyle duchem ścisłej potrzeby, sprawiedliwości, ale - duchem wielkoduszności, wspaniałomyślności. Jedno zastrzeżenie czyni Papież, - by kapitały były przeznaczone na wytwarzanie dóbr prawdziwie użytecznych.

W encyklice "Divini Redemptoris", Pius XI przypomina obowiązek ograniczenia własnych potrzeb, powrót do skromniejszych warunków życia, by tylko zdobyć środki na cele pomocy społecznej. Z miłości ku bliźnim zapominać o sobie, ograniczyć luksus, tak przecież rażący obok skrajnej nędzy - oto nowe zadanie. Życie nasze należy uprościć, wyzwolić spod przewagi rzeczy, sztucznych potrzeb, zasypujących człowieka. Zwalczać należy życie ponad stan swego ubogiego środowiska. 

  NA POCZˇTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNˇ POWRÓT DO MENU NAUCZANIE KSIˇŻKI SPIS TRE¦CI