Ks. Stefan Wyszyski - "Duch pracy ludzkiej"

Ks. Stefan Wyszyski - "Duch pracy ludzkiej"

Obraz poprzedni byłby niepełny, gdybyśmy nie poznali odwrotnej jego strony. Człowiek, istota z natury swej złożona nietylko z duszy i z ciała, ale i w swej osobowości, skierowany jest zarazem ku sobie i ku otoczeniu. Człowiek bowiem jest istotą społeczną. Wszystko, cokolwiek wiąże się z życiem ludzkim, musi odpowiadać temu charakterowi społecznemu człowieka.

Społeczny charakter pracy.

Podobnie, wszelka działalność ludzka odbija na sobie ten podwójny charakter jego osobowości. Jest ona skierowana ku własnym celom, a jednocześnie przekracza te cele, - wychodząc ku bliźnim.

Praca nasza nabiera nie tylko osobistego, ale i społecznego charakteru. Całym swym duchem i ciałem skierowany jest człowiek nie tylko ku sobie, ale ku stworzeniu, ku bliźnim, ku Bogu! Wybitnie zaznacza się to na odcinku naszej pracy codziennej.

W pracy naszej, dzięki niej i z jej pomocą wytwarza się między ludźmi odrębna więź, więź społeczna.

Czym jest ona w swej istocie? Łatwiej ją stwierdzić i opisać, niż wskazać jej naturę.

Istnieje siła, która poprzez współżycie ludzi w pracy, zespala wokół nas innych ludzi, wiąże z nimi i nas samych wyprowadza ku nim. Człowiek pozbawiony pracy, bezczynny, jest zazwyczaj odosobniony. Wokół człowieka pracującego skupiają się inni jak pszczoły wokół ula. Praca łączy człowieka z człowiekiem - nie ulega to żadnej wątpliwości.

Więź pracy.

Niema takiej pracy, w wykonywaniu której człowiek byłby zamknięty wyłącznie w sobie. W każdej pracy ludzkiej jest nawiązanie do pracy już dokonanej. Powstaje więź dziejowa w samej pracy: praca dokonywana wiąże całą przeszłość z przyszłością. Cokolwiek weźmiemy do rąk w przebiegu pracy, widzimy tam zamkniętą w określone kształty, ucieleśnioną pracę przeszłości. Ta praca, którą dołączamy do już dokonanej, będzie w przyszłości podjętą przez naszych następców, którzy ją rozwiną, może ulepszą i poprowadzą dalej. Podobnie wiąże się człowiek, który obecnie pracuje, z tym, który pracował przed nim. A i z tym, który po nim przyjdzie. Istnieje jakieś szczególne "świętych obcowanie" w pracy i przez pracę! Jest to więź historyczna.

Ale w pracy każdej dostrzegamy nie tylko więź dokonań rzeczowych. Tkwi w niej przede wszystkim więź myśli ludzkiej. W każdej niemal pracy usiłujemy odszukać jej myśl przewodnią, tu zawartą. Albo też zaszczepiamy w niej myśl nową, własną, którą wrzucamy w dzieło, jak rolnik wrzuca ziarno w glebę, myśl, która stanie się ciałem może dopiero w przyszłości i owoc stokrotny wyda pokoleniom nowym. Przejmując pracę poprzedników naszych ze czcią staramy się odczuć ich najbardziej wewnętrzne myśli, wczuć się w ducha ich poczynań. Radujemy się widząc, gdy architekci wykonali wiernie myśl, rodzącą się w sercach ich poprzedników, zamkniętą w przecudnych harmonijnych, zwartych liniach gotyckich katedr, dokańczanych całe wieki później. Podobnie rzecz się ma z każdym dziełem.

Więź miłości w pracy.

Więź, powstająca w pracy ludzkiej jest promieniem miłości. Bo praca jest właściwie miłością, jest okazywaniem, świadczeniem miłości. Ukryta w ciężkiej nieraz i żmudnej pracy miłość, nie zawsze zdradza, swą obecność, bo pot i znój oblicza przysłonił jej jasność. Ale jakżeż często zdradza swą czujną obecność, nie tylko w chwili narodzenia się nowego dzieła, ale nawet w bólu konania dawnych...

Praca jest dążeniem człowieka do człowieka: nie może ona zmierzać w pustkę. Zawsze wiąże nas z ludźmi, jeśli nie wprost, to przynajmniej pośrednio. Nie ma takiej pracy, która w jakiś tajemniczy sposób nie wiązałaby nas z ludźmi. Nawet ta, co zmierza ku Bogu. Szczególniej ta!

Praca posługą społeczną.

Praca uczy nas wzajemnej posługi i tworzy sposobność do jej okazywania. Widząc nasz związek z bliźnimi, tworzy się w nas poczucie potrzeby i wola dążenia z posługą. Bylibyśmy bardzo zawstydzeni i upokorzeni, gdybyśmy nie mogli wywdzięczyć się jakąś pracą.

W więzi pracy uwydatnia się wzajemna potrzeba i użyteczność nasza. Stwierdzamy nieustannie naszą nieudolność i niewystarczalność. Tyle przecież mamy potrzeb, zaspokojenie których zależy od otoczenia. Nic dziwnego, że Pan Jezus za kubek wody, podany bratu, płaci Królestwem niebieskim, bo w tej posłudze zawarta jest cała prawda naszej zależności i nieudolności, prawda doznanych i wyświadczonych, niezbędnych do życia posług. Za kubek doznanych posług płacimy kubkiem wyświadczonych. I to nas wiąże i zespala z ludźmi.

Dzięki temu, że praca uczy nas miłości, uczy poczucia zależności, pokory, że skłania nas do wzajemnej użyteczności, - praca tworzy społeczność ludzką. Dzięki niej praca zyskuje nowe możliwości rozwoju dla siebie, przez jej uzgadnianie, podział, spotęgowanie zespolonych wysiłków ludzkich. Oto więź społeczna, braterstwo ludzi przez pracę.

Praca tworzy dobro powszechne.

Ale społeczne znaczenie pracy widzimy nie tylko w więzi tworzącej się między ludźmi. Zazwyczaj widzimy je głównie w owocach pracy.

Praca ma tworzyć dobro powszechne. Cóż ono oznacza? - Rozumiemy przez nie osiągnięty cel, który założył sobie Bóg tworząc świat i życie ludzkie na ziemi. Bóg, jako twórca i organizator świata, od początku ma plan, ku któremu świat cały skierował. Wykonanie tego planu Bożego, zarówno w porządku przyrodzonym jak i nadprzyrodzonym, jest osiągnięciem dobra powszechnego i ostatecznego.

W stosunku do tego dobra najwyższego pozostają również inne cele, które człowiek sobie określa i inne dobra cząstkowe, które chce posiąść. Będzie to dobro rodziny, zawodu, narodu, państwa i t. d. Dobra te osiąga człowiek przez współdziałanie z innymi ludźmi, zmierzającymi do tego samego celu. Dla osiągnięcia poszczególnych dóbr człowiek może zespalać swoje wysiłki w różnych społecznościach, w zgromadzeniach, stowarzyszeniach i t. d. Wszystkie te dobra osiągnięte w wyniku współdziałania ludzi, muszą być uzgodnione z planem Bożym.

Praca ludzka ma właśnie dokonywać tego uzgodnienia, ma zmierzać do dobra, zamierzonego przez Ojcowską Opatrzność Bożą. W tym znaczeniu praca nasza będzie służbą Bogu, sobie i bliźnim, w granicach zakreślonych Bożym planem. Będzie ona współdziałaniem z Bogiem, w myśl Jego polecenia "Czyńcie sobie ziemię poddaną".

Jest to powszechna mobilizacja Boża, wezwanie do pracy na ziemi. Ogłaszając to wezwanie Bóg widział ziemię taką, jaką stanie się ona w wyniku pracy ludzi. Widział Bóg rody, pokolenia, plemiona i ludy, narody, całe wieki i epoki, które w uległej służbie Bogu, będą szły przez ziemię, dorzucając do dzieła Bożego coraz to nowe doskonałości, wykrzesane Bożą siłą w pracy. Dokonał Bóg mobilizacji myśli i woli rozumnego i przewidującego człowieka, który obejmie swym zdobywczym trudem nie tylko własne potrzeby, ale tych co po nim żyć będą na tej ziemi. Dzięki temu właśnie zabezpieczył z góry dobra dla nienarodzonych jeszcze pokoleń, sprawił, że ziemia będzie istotnie poddana Ojcowskim troskom Boga, że dostarczy wszystkich środków potrzebnych do tego by, człowiek żyjąc na ziemi osiągał niebo.

"Czyńcie sobie ziemię poddaną", - to znaczy, zdobywajcie środki, które umożliwią wam życie aż do tego nieznanego kresu, w którym, pozostawiwszy zdobyte dobra żyjącym sami oddacie się w pełni Bogu.

"Czyńcie sobie ziemię poddaną", - to znaczy stwarzajcie takie warunki życia, w których moglibyście osiągnąć doskonałość życia doczesnego i wolność dążenia do Boga.

W tym dążeniu zawarta jest najważniejsza doczesna miara dobra powszechnego: takie zaspokojenie potrzeb życiowych, by bez przeszkód człowiek mógł oddać się czci Boga. W tym najwyższym dobru, jakim jest zbawienie wieczne, jest też zamknięcie potrzeb wszystkich ludzi.

Służba przez pracę - rozszerza nasze serce i obejmuje wszystkich bliźnich naszych, w duchu miłości ich dusz i ciał, ich dóbr doczesnych i wiecznych.

Człowiek ma obowiązek być użytecznym społecznie przez pracę.

Każdy człowiek doznaje nieustannie pomocy i najbliższych sobie i dalszych: korzysta z dóbr zarówno materialnych jak moralnych, kulturalnych, narodowych, religijnych, dóbr wytworzonych przez całe pokolenia ludzi, o których może nic nie słyszeliśmy. Żyjemy ich pracą, ich wysiłkiem, gorliwością, poświęceniem, ofiarą może nawet ofiarą z ich życia.

Nie ma takich dóbr, które chrześcijaninowi mogłyby być obce. Nieustannie z nich czerpiemy, one umożliwiają nam życie. Byłoby samolubstwem przyjmować to spokojnie, bez woli okazywania wdzięczności. Musimy spłacić dług wdzięczności, świadcząc pomoc bliźnim, przez owoce swej pracy. I tu jest podział pracy ludzkiej. Nasza praca usiłuje być użyteczną t. zn. usiłuje odpowiadać tej potrzebie, którą odczuwają bliźni, tej rozmaitości doznanych od nich posług.

Praca dostarcza środków pomocy bliźnim.

Społeczny charakter pracy naszej zaznacza się i w tym, że ma ona dostarczyć nam środków do niesienia pomocy bliźnim. Cel ten jest specjalnością chrześcijańskiej filozofii pracy, całą jej wspaniałością i szerokością myślenia, całym duchem społecznym.

Oczywiście, że owoce prac zmierzają przede wszystkim do zaspokojenia własnych potrzeb. To nie jest samolubstwo, ale dobrze uporządkowana miłość. Nie cały jednak owoc pracy należy do człowieka. Dzielimy się nim z rodziną i najbliższymi, z którymi i jesteśmy związani przez obowiązek miłości i sprawiedliwości. W ramach rodziny skupiamy nie tylko dzieci i krewnych, ale wszystkich domowników naszych, którzy z nami współpracują i ułatwiają nam osiągnięcie owoców naszej pracy.

Dalszy owoc pracy naszej ma przypaść w udziale tym szczególniej, którzy do pracy nie są zdolni i bez własnej winy nie mogą zdobyć sobie koniecznych środków do życia. I tutaj znowu widzimy wyższość myśli chrześcijańskiej nad pogańską. Obyczaj pogański każe zabijać tych wszystkich, którzy są niezdolni do pracy. A myśl chrześcijańska przypomina nam Boże obyczaje: "Tobie zostawiony jest ubogi, sierocie ty będziesz pomocnikiem". (Ps. 9,35).

Zapewne, że obowiązek pracy wiąże się szczególniej z utrzymaniem naszej rodziny. "Jeśli kto o swoich, a zwłaszcza o domowników, nie dba, zaparł się wiary i jest gorszy niż niewierny". (1 Tym. 5,8). Mocne to są słowa! Wiążą nas ściśle z najbliższym naszym otoczeniem. Są one jednocześnie podstawą ładu społecznego i pewności bytowania, bo domagają się całej gorliwości naszej dla niesienia pomocy. - Bez zwłoki, bez ociągania się - "póki czas mamy, czyńmy dobrze wszystkim, a najbardziej domownikom wiary". (Gal. 5,10).

Te myśli powinny nam przyświecać w pracy, być bodźcem do przezwyciężenia słabości umysłu, woli, serca, powstających niechęci i uprzedzeń, by nie zabrakło pełnej miary miłości w posługiwaniu się owocami pracy naszej.

To porządkuje w nas i oczyszcza intencje pracy w imię Boże zwraca ku wszystkim bliźnim. Myśl chrześcijańska w pobudkach pracy każe nam wyjść poza najbliższe kółko domowników. Praca bowiem ma dostarczyć nam środków do pełnienia uczynków dobroczynnych. Z trudu zdolnych i chętnych o pracy mają - zdaniem encyklik społecznych - korzystać ci, co nie mogą pracować.

Oto myśl, która nadaje pracy ludzkiej najwznioślejszy charakter. Oczyszcza ona pracę naszą z samolubstwa, z chciwości zarobku, zysku, z ducha materializmu i doczesności. W naszej pracy musi się ukrywać duch miłości, ofiary, bezinteresowności, służba tym, co pracować nie mogą, ubogim, sierotom, niezdolnym do wysiłku i trudu, zwłaszcza chorym. Ubodzy to rodzina Boża, - ubogi - u Boga, na Bożym wikcie i utrzymaniu. Opiekę nad nimi sprawuje Bóg przez nasze ręce, zdolności, talenty, gorliwość, pracowitość i... miłość.

Głębia miłości chrześcijańskiej tutaj właśnie się ujawnia! Bóg mi zaufał! "Daję Ci siły, zdolności, chęci, abyś przez nie służył innym!"

Ale też i obowiązek: "Każdy raczej niech pracuje, robiąc co jest dobrego rękoma swemi, aby miał skąd udzielać cierpiącym potrzebę" (Ef. 4,28). Nowa pobudka pracy! Ona to wyprowadza człowieka z ciasnego podwórka na szerokie drogi miłości. Czujemy w niej, że stajemy się w pracy rodziną Bożą! Wiemy doskonale, że im wydajniejsza będzie nasza praca, tym więcej Opatrzność pozyska środków do obdzielenia ubogich i potrzebujących.

To jest punkt wyjścia dla chrześcijańskiej gorliwości w pracy, dla katolickiego wysiłku, rekordu, bohaterstwa pracy...

"...Kto skąpo sieje, skąpo też i żąć będzie, a kto sieje w błogosławieństwie, z błogosławieństwem też żąć będzie.

Każdy jak postanowił w sercu, nie z żalu, albo z musu; chętnego bowiem dawcę miłuje Bóg...

A ten, co dostarcza siejącemu nasienia i chleba do jedzenia i wam też nasienia dostarczy i rozmnoży je i przysporzy plonów sprawiedliwości waszej" (2 Kor. 9,6,7,10). 

  NA POCZˇTEK ROZDZIAŁU  
POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNˇ POWRÓT DO MENU NAUCZANIE KSIˇŻKI SPIS TRE¦CI