Źródło:

Pragnę do was krótko przemówić. Sądzę - jak już powiedział wasz kolega, który przemawiał imieniem całej delegacji - że nie ma żadnych wątpliwości co do tego, jakie stanowisko zajmuje Episkopat Polski wobec ruchów zmierzających w Polsce do rozszerzenia zakresu wolności i sprawiedliwości społecznej, a więc i zawodowej.

Jakie jest moje stanowisko? Moi drodzy! Już bardzo wiele razy mówiłem w kazaniach na te tematy. Mówiłem, że Polska w tym wymiarze, w tym areale ziemnym, jaki posiada, może wyżywić sama nie 40, ale 80 milionów ludzi. Powiedziałem z lutego w katedrze gnieźnieńskiej, że kraj, który był spichlerzem całej niemal południowej i północnej Europy, dzisiaj chodzi po "proszonym" z garnuszkiem od drzwi do drzwi. To jest anomalia! Zastanawiając się nad problemami, które się dzisiaj ożywiają, mówiłem i uzasadniałem w tym kazaniu, że, gdy idzie o prawo zrzeszania się ludzi, to nie jest prawo nadane przez kogoś, bo to jest własne prawo wrodzone. Dlatego państwo nam tego prawa nie daje, ono ma tylko obowiązek je ochraniać i czuwać nad tym, aby nie było ono naruszone. Nadane jest to prawo przez Stwórcę, który uczynił człowieka istotą społeczną. Od Stwórcy pochodzi społeczny charakter dążeń ludzkich, potrzeba zespalania się i jednoczenia jednych z drugimi.

Ponieważ jest to prawo przyrodzone, przysługuje ono i pracownikom przemysłowym - hutnikom, stoczniowcom, górnikom - i pracownikom rolnym. Prócz tego jest to prawo indywidualne. W tym znaczeniu indywidualne, że jest własne dla każdej kategorii ludzi pracujących. Ludzie pracujący na roli, tak samo jak ludzie pracujący w przemyśle, mają własne prawo do zrzeszania się. Wiąże się to z tym, co tutaj kolega przed chwilą szczegółowo i detalicznie wyłożył. Jeżeli człowiek jest właścicielem ziemi, to i do niego odnosi się Boże przykazanie: Czyńcie sobie ziemię poddaną (Rdz 1,28). I on jest za to odpowiedzialny. Jego odpowiedzialność wiąże się z jego prawami, które są po to, ażeby na tej ziemi wytrwał.

Kilka miesięcy temu wystosowałem list do władz państwowych w obronie ludności w Kampinosie i w Płudach, którą na gwałt wysiedlają. Wiemy, że i gdzie indziej się to działo. Wystosowałem więc protest przeciwko wysiedlaniu ludzi. Sprawa jest zresztą bardzo dawna. Biskup Dąbrowski, jako sekretarz Episkopatu Polski, jest świadkiem licznych memoriałów, które Episkopat wysyłał do władz państwowych w obronie ludności przymusowo wysiedlanej. W rozmowach, które ksiądz biskup często prowadził z mandatu Episkopatu z władzami państwowymi i politycznymi, ciągle ten temat się przewija. Ostatnio stworzyliśmy specjalną komisję do spraw duszpasterstwa pracowników przemysłowych, a rozważaliśmy także i sprawę sytuacji pracowników rolnych, zwłaszcza w pegeerach i w gospodarce uspołecznionej.

Ponadto, sprawy te idą na ambonę. Idą także do partii. Ja rozmawiam ze wszystkimi. Gdy zachodzi potrzeba rozmawiam od dawna i z pierwszymi sekretarzami i z premierami. Mówię to po to, aby was, bracia, uświadomić, że problem, który was w tej chwili tak żywo i słusznie obchodzi, jest problemem Episkopatowi polskiemu bardzo bliskim. Jesteśmy tym żywo zainteresowani, bo wiemy, że Polska jako kraj z natury rolniczy nie może być w takim stopniu uprzemysłowiona, żeby się wyrzekła swojego wrodzonego przeznaczenia rolniczego, stając się krajem na wskroś przemysłowym. To jest dążenie spóźnione. Tu, w tym pokoju, rozmawiałem z profesorami uniwersytetów włoskich, którzy byli zaproszeni przez rząd polski jako konsultorzy w sprawach rolnych. Mówili oni: Polsce nie jest potrzebny ciężki przemysł, tylko przemysł średni i mały przetwórczy. To jest potrzebne dla należytego rozwinięcia naturalnych własności, które posiada nasza ziemia i pracowita, inteligentna ludność.

Jak więc widzicie, zagadnienie nie istnieje, gdy chodzi o założenia. Rolnicy mają własne, indywidualne prawo zrzeszania się. Jeżeli pracownicy rolni odczuwają, że istniejące formy zrzeszeniowe, jak na przy kład kółka rolnicze im nie odpowiadają, zawsze mają prawo tworzyć takie stowarzyszenia, które są im potrzebne. To jest właśnie przyrodzone prawo indywidualne.

Mówią wam, że nie potrzeba nowych związków, bo są "kółka". Niech sobie będą "kółka", ale jeżeli one nie wystarczają i nie zaspokajają waszych potrzeb, macie najsłuszniejsze prawo żądać wolności tworzenia takich stowarzyszeń, które odpowiadają aktualnym waszym potrzebom. To jest moje stanowisko. Wyrazicielem tego stanowiska byłem nie raz. Ostatnio - jak już powiedziałem - w katedrze gnieźnieńskiej, a także przyjmując "Solidarność" gnieźnieńską i poznańską, oraz tworzący się ośrodek "Solidarności" wiejskiej w Wielkopolsce. Dzisiaj byłoby zbędną rzeczą więcej o tym mówić, bo stanowisko prymasa Polski w tej sprawie jest znane.

Najmilsi! Pamiętamy o przeszłości historycznych chłopskich ruchów wolnościowych. Wiemy, że do samej wojny istniały różne organizacje skupiające rolników, a więc: Polskie Stronnictwo Ludowe "Piast", Polskie Stronnictwo Ludowe "Wyzwolenie" i Niezależna Partia Chłopska. Był bardzo rozwinięty ruch agrarny. Młodzież wiejska skupiała się w "Wiciach" i w innych organizacjach. To wszystko było wyrazem ówczesnej potrzeby.

Wydaje mi się, że dla was, gdy dzisiaj stoicie przed nowym rozdziałem waszego zadania, to bazą jednoczącą was jest przede wszystkim ziemia. Albo ziemia, którą posiadacie, albo ziemia, na której pracujecie. I to jest najważniejsza sprawa-zespolić się w służbie ziemi, która jest służbą narodowi, rodzinom, własnej rodzinie i wam wszystkim.

Pytanie, co was łączy? To powinno być dla was ośrodkiem zespolenia i jednoczenia we wspólnych waszych dążeniach. A to, co was łączy, to właśnie więź z ziemią, z której wyrośliście i w której aktualnie pracujecie - indywidualnie czy społecznie. Wszystko, co w tej chwili wiąże się z ziemią, jest punktem wyjścia dla waszego zjednoczenia się. Ten szeroki zakres jednoczenia ludzi, związanych z ziemią, może być dla was niesłychanie doniosły.

Czy wasza praca może mieć przyszłość? Oczywiście! Bo to jest naturalna zemsta dziejów, że kraj rolniczy, w którym udręczono rolników, przestał żywić naród. Pokazują teraz zdjęcia fotograficzne ze stacji pogranicznych, jak zboże do Polski jest przerzucane. Pamiętam, że gdy byłem jeszcze chłopcem szkolnym, istniało cło ochronne na granicy Królestwa Kongresowego i carskiej Rosji przeciwko importowi zboża polskiego, tak go było dużo. Przecież Polska wzbogaciła się na eksporcie zboża przez Gdańsk! To są fakty historyczne. Dlaczegoż dzisiaj zboża nie ma? Dlatego, że polityka jest błędna. Jest błędna i trzeba walczyć skutecznie, żeby została naprawiona. Musi nastąpić - jak sami powiedzieliście - rehabilitacja człowieka pracującego na roli. To jest zadanie niełatwe.

Ustrój, w którym żyjemy, wyrósł ze środowiska przemysłowego. Dlatego ma schematy wielkoprzemysłowe. Wszystko musi być wielkie, nawet kombajn, który włazi w błoto na niskich Żuławach - jak to sam widziałem - i tkwi tam, bo nie można go wyciągnąć. Jest to mania wielkości wielkoprzemysłowej, jest to "grzech pierworodny" złej interpretacji socjalizmu. Do ziemi trzeba się pochylić z pokorą, żeby ona dała swój owoc. Nie jestem przeciwko mechanizacji w rolnictwie, ale jestem przeciwnikiem tej manii olbrzymiej aparatury, która strasznie dużo kosztuje; posłuży dwa tygodnie, a potem trzeba cały rok konserwować takie czy inne maszyny. Jest to więc grzech interpretacji doktryny, która ustawiła się po linii wielkiego przemysłu, a zapomniała o tym, że ziarno pszeniczne powoli, od źdźbła - jak mówił Chrystus - rośnie w słomkę i kłos. Dlatego też uważam, że wpierw czy później świat rolniczy w Polsce odniesie zwycięstwo. To wy, najmilsi, odniesiecie to zwycięstwo. Ale musicie być cierpliwi i mądrzy. Cierpliwi, to znaczy nie od razu, nie dziś, bo za bardzo jesteśmy uplątani w sytuację, abyśmy to wszystko zrobili od razu, już zaraz. Pamiętajcie, że pracujecie dla Polski.

Mówiłem tu przed chwilą z panem Wałęsą i delegacją z Bielska-Białej, że ruch, który zrodził się w Polsce - odnowy moralnej i społecznej - jest wybitnie polski. Ten ruch musi służyć przede wszystkim sprawie Polski, to znaczy ludności polskiej, czy to będzie ludność rolnicza czy robotnicza, dla zaspokojenia jej potrzeb. Trzeba się strzec, żeby się nie wplątali tacy ludzie, którzy mają inne założenia, którzy są gdzieś uzależnieni i chcą przeprowadzić nie polskie sprawy. Trudno to po nazwisku wymieniać. Ludziom tym zależy na tym, aby Polskę wplątać w jakieś sytuacje polityczne. Tymczasem wasz ruch jest przede wszystkim ruchem społecznym i zawodowym. To sobie, najmilsi, zapamiętajcie na dłuższy czas, bo dopiero w tej pracy społeczno-zawodowej umocnicie wasz ruch. Na razie musicie się zająć wszystkimi dolami i niedolami ludności rolniczej i jej potrzebami. Musicie się starać zespolić jak największą ilość ludności trudzącej się na roli aby czynić ziemię poddaną - sobie, waszym rodzinom, narodowi i ojczyźnie. Tak, jak nieraz mówiłem z ambony - na przykładzie Drzymały i Reymontowskiego Boryny.

Więcej chyba nie trzeba do was mówić, bracia, bo już z waszych przemówień widzę, że reprezentujecie właściwe zrozumienie sprawy. Trzeba tylko - jak powiedziałem - spokojnej i cierpliwej pracy. Nawet nie jest najważniejszą rzeczą, jak się będziecie nazywali; idzie w tej chwili o to, abyście mogli pracować we własnym zakresie, zgodnie z waszymi potrzebami. Ruch ludności pracowniczej jest zbyt rozległy - bo to są miliony - aby dał się łatwo skoordynować w jakimś jednym ruchu. Potrzeba troszeczkę rozmaitości, podyktowanej warunkami terenowymi. Ale w sumie, to, co ma was jednoczyć, to ukochana ziemia, z której wyrośliście i z której się wyżywiliście.

Dziękuję wam za to miłe dla mnie nawiedzenie. A teraz z serca wam błogosławię.

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU NAUCZANIE HOMILIE