Źródło:

Umiłowane dzieci Boże, dzieci moje!

Podobnie jak przed dwoma laty pragnąłbym i dzisiaj spojrzeć przez najbardziej ogólne zasady istnienia i działania Kościoła świętego w naszej ochrzczonej ojczyźnie, na nasze życie i współpracę ludu Bożego z tą rzeczywistością, w jakiej Bóg dopuścił, abyśmy żyli i pracowali, przyczyniając się do pokoju Chrystusowego w rodzinie Bożej.

Mając na uwadze wielką uroczystość Objawienia Chrystusa w Betlejem, pragnąłbym w jej perspektywie spojrzeć na tę rzeczywistość, w jakiej żyjemy i podążamy za Chrystusem do Ojca naszego, który jest w niebie. Uczynię to na tle niezwykłego dokumentu - orędzia, które wydał Ojciec święty Jan Paweł II i które było czytane w naszych kościołach w dniu 1 stycznia bieżącego roku. Orędzie to jest wezwaniem do modlitwy, aby Duch Prawdy był zasadniczym czynnikiem budowy i umacniania pokoju światowego, tak bardzo dziś zagrożonego. Dawno już takiego zagrożenia nie wyczuwaliśmy. A jednak Bóg się rodzi, a gdy Bóg się rodzi - moc truchleje... A więc nadal Bóg obecny w rodzinie ludzkiej, Bóg żyjący w Kościele ma przedziwną siłę uspokajania ludzkich namiętności i wyrównywania współżycia między ludźmi, aby zmierzało ono ku pokojowi Chrystusowemu wśród dzieci Bożych.

Bóg Wcielony - to swoista rehabilitacja człowieka i jego spraw na ziemi, to zjednoczenie mocy Bożej i ludzkiej. Ojciec niebieski zlecając zadanie Słowu Przedwiecznemu, aby ciałem się stało i dokonało odkupienia człowieka, mógł był użyć w bogactwie swoich możliwości innych sposobów i środków aniżeli nasze słabe człowieczeństwo. A jednak Bóg Ojciec chciał przez człowieczeństwo Chrystusa dokonywać odkupienia świata i doprowadzać do ładu wszystkie ludzkie stosunki życia i współżycia. To znaczy, że spojrzał na człowieka jako na najdoskonalsze swoje stworzenie z pozycji jego wysokiej wartości i godności. I przez człowieczeństwo Chrystusa, wzięte z Maryi Dziewicy, przez działanie Ducha Świętego chciał pojednać ludzi z Ojcem niebieskim i pojednać ich między sobą.

Jest więc w tym zamiarze Bożym jakaś potężna możliwość, skoro sam Ojciec niebieski nie odwołał się do innych mocy, tylko do tej słabiuchnej potęgi, jaką jest człowiek - król stworzenia tak wspaniały, że jego człowieczeństwo miało służyć Słowu Przedwiecznemu jako narzędzie odnowienia rodziny ludzkiej.

Na tym tle spojrzymy na główne elementy ciągle jeszcze możliwej harmonii Bożo-ludzkiej w wymiarach światowych i w wymiarze naszej ojczyzny. Zasadnicze elementy harmonii sił i mocy, które w różnym wymiarze wchodzą w życie ludzkie, to: Bóg - uznany i umiłowany; człowiek - uszanowany; ziemia ojczysta - obsłużona; władza na ziemi - sprawowana w miłości, sprawiedliwości i prawdzie. Jest to właściwa interpretacja darów złożonych Bogu przez Mędrców w Betlejemie. Te istotne czynniki są warunkiem harmonii i pokoju świata.

BÓG UZNANY I MIŁOWANY

Pozwólcie, dzieci Boże, że chociaż zwięźle, nie rozwijając, ale raczej wyliczając scharakteryzuję niektóre moce wiążące się z elementami harmonii Bożo-ludzkiej. Mam oczywiście przed oczyma moją ojczyznę i całą rodzinę ludzką, dlatego że Bóg chciał, aby każda ojczyzna, a więc i nasza, rozwijała się w atmosferze współdziałania innych ludów i narodów. Żaden naród nie może się rozwijać zamknięty i izolowany od innych. Wszystkie wspólnoty ludzkie mają tak współdziałać ze sobą, aby uszanowały właściwości każdego z narodów, ich autonomię światopoglądową i kulturalną, i w ten sposób przekazywały sobie wzajemnie najlepsze z posiadanych właściwości.

Wartością najwyższą, nadrzędną jest Bóg - uznawany i miłowany. Bóg jest Miłością i nie można inaczej się do Niego odnosić jak tylko przez miłość. Człowiek wtedy jest sprawiedliwy, gdy liczy się z tym, że Bóg jest Miłością i gdy całym swoim życiem poszukuje Go. Zatrzymamy się nieco naszą świadomością historyczną na obecnym okresie liturgicznym. Boga ukazują aniołowie, szukają Go pasterze, podążają za gwiazdą Mędrcy ze Wschodu. Są oni przedziwnie zgodni w swym poszukiwaniu, bo im wszystkim stare przekazy historyczne coś mówią. Wierzył w przyjście nowego Króla nawet tak skromny władca, jakim był Herod, zagrożony - w swoim przynajmniej mniemaniu - na i tak już zachwianym przez potęgę rzymską tronie książątka izraelskiego.

Wiemy, że do dziś dnia na tych terenach właściwie nie słyszy się negacji Boga. Powszechność szukania Go przynosi oczekującym Boga nadzieję i pokój. Już samo poszukiwanie Boga - w intencjach, jakim kierowali się pasterze i Mędrcy - przynosi pokój, a cóż dopiero, gdy się Go odnajdzie.

Gdy widzi się powszechność poszukiwania Boga do dziś dnia, gdy nawet ten świat, którego ludzie tak się boją, a do którego odważnie pojechał Ojciec święty - nie zna negacji Boga, anachronizmem wydaje się ta negacja i tępienie Boga wśród narodów kulturalnych, mających swoje dzieje. Jak gdyby Bóg był głównym zagrożeniem i źródłem nieładu społecznego, podczas gdy wiemy, że powszechność poszukiwania Boga, zarówno w religii chrześcijańskiej, jak i w innych religiach, jest podstawą uładzenia ludzkich nadziei i oczekiwań. Ponieważ jednak od pewnego przynajmniej czasu negacja Boga staje się metodą, nawet polityczną, trudno nie przyznać, że jest ona przyczyną wielu nieszczęść i podziałów. Nawet współczesne obozy polityczne usiłują się pieczętować tym znamieniem i dzielić na narody wierzące i niewierzące. Na szczęście rodzące się stąd bolesne doświadczenia prowadzą wreszcie do zrozumienia, że uznanie Boga sprzyja każdej niemal dziedzinie życia ludzkiego, nawet doczesnej, materialnej.

Gdy więc przyglądamy się problemom nękającym współczesnych ludzi, musimy pamiętać o jednym: aby zdobyć zaufanie i pokój, należy skończyć z resztkami programów głoszonych przez "pożeraczy" Boga. Niestety, ciągle jeszcze dochodzą one do głosu i w naszej ojczyźnie. A mogłoby się wydawać, że to już minęło od chwili, gdy głos wołającego na placu Zwycięstwa Syna polskiej ziemi, zasiadającego na tronie Piotrowym, przypomniał nam Chrystusa, bez którego nie można sobie wyobrazić życia ludzkiego, i którego nie można odebrać narodowi, Od tego czasu weszliśmy na poziom takiego doświadczenia historycznego w naszej ojczyźnie, które poucza nas, że powinny już wygasnąć wszelkiego rodzaju próby negacji Boga. Wiemy przecież, że religijny system moralny jest podstawowym warunkiem ładu osobistego i społecznego - zwłaszcza obowiązkowości - dlatego powinien być uznany za sprzymierzeńca naszego codziennego życia. Mogą więc nas niepokoić niektóre przejawy, o których tutaj nie mam zamiaru mówić chociażby dlatego, że są one znane i niepokojące.

Bóg uznany i umiłowany - to znaczy: pokój z Bogiem i Kościołem. To początek pokonywania trudności w życiu narodów i w naszej ojczyźnie. Doświadczenie ostatnich dni poucza nas, że najważniejszym czynnikiem w ekonomii narodowej, mającym moc uleczenia jej, jest etyka i moralność chrześcijańska. Ona jest głównym czynnikiem-i to rozumieją wszyscy ludzie w Polsce, wszyscy - podkreślam. Bez wprowadzenia zasad moralności chrześcijańskiej, a więc obowiązkowości, sumienności i ładu współżycia do naszej codzienności życiowej, nie da się uleczyć porządku społecznego i ekonomicznego w naszej ojczyźnie i w świecie.

Dawniej mogli teoretycy toczyć spory na temat, czy istnieje jakaś więź między etyką a ekonomią. Dzisiaj wobec fantastycznej rozbudowy życia gospodarczego wydaje nam się zbędne mówić o tym, bo im bardziej życie to jest złożone i bogate, im więcej w nim autonomii ludzkiej, gdy niemożliwością staje się kontrolowanie człowieka na wszystkich odcinkach jego działalności - tym bardziej potrzeba formacji moralności chrześcijańskiej, aby potężna machina życia społecznego funkcjonowała sprawnie i harmonijnie na wszystkich odcinkach.

Dlatego też powtarzam - pierwszą wartością, pierwszą mocą konieczną dla zaprowadzenia harmonii życia i współżycia w świecie i w naszej ojczyźnie jest Bóg uznany i umiłowany.

Pozwolę sobie przypomnieć, że gdy wędrowaliśmy przez Niemcy z kardynałem Karolem Wojtyłą, przypadło mi powiedzieć kazanie w katedrze kolońskiej. Krótkie ono było, kilkuminutowe. Ale w tym kazaniu powiedziałem jedno: Europa musi przestać być fabryką broni i siedzibą handlarzy bronią. Europa musi wrócić do Betlejemu. Musi stać się nowym "Betlejem", aby utrzymać ład i pokój współżycia wśród ludów i narodów, które doszły do pewnej samodzielności. W krótkim czasie przekonaliśmy się, że nie ma innego wyjścia. Im więcej Europa będzie zajmowała się handlem bronią, tym bardziej będzie niepewna u siebie i na globie. Jeżeli kiedy uznanie obecności Boga w rodzinie ludzkiej i umiłowanie Go jest humanistyczną, ekonomiczną i kulturalną racją stanu, to właśnie dzisiaj, w wieku XX.

Nadal śpiewamy bowiem: Bóg się rodzi, moc truchleje! Moc władcza, moc nienawiści. Każda inna, kierująca się sprawiedliwością i miłością, nie lęka się śmierci, bo miłość nie umiera. A przecież rodzi się Miłość - Bóg się rodzi!

To jest optymizm Kościoła Chrystusowego, który wszystkim ludom zwaśnionym, zagrożonym w swoim bycie mówi: Bóg się rodzi! Rodzi się Bóg-Człowiek, Pan niebiosów, ogarniony ludzkim ciałem. A więc musi być w człowieku jakaś wielka siła, potęga, skoro wyprawa Bożego Syna, Słowa Przedwiecznego na świat dopełnia się w ludzkim ciele.

CZŁOWIEK USZANOWANY

Człowiek! Wśród zasadniczych mocy, które są uruchomione dla harmonii życia i współżycia, na czoło wysuwa się zaraz po Bogu - człowiek. Jak Bóg uznany i umiłowany, tak człowiek powinien być uszanowany aż do granic, zda się niedostępnych dla wielu - do granic umiłowania. I znowu kilka rzutów myślowych, niemalże w skrócie telegraficznym. Człowiek uszanowany - to znaczy uznana jego wysoka godność, godność dziecka Bożego. Nie sposób bowiem, począwszy od niemowlęcia aż do sędziwego profesora na katedrze, znaleźć inne źródło pochodzenia człowieka nad Boga, który przez miłość powołał wszystkich do istnienia i życia, do doskonalenia się i uświęcenia.

Trzeba więc uznać wysoką godność człowieka. Trzeba - po drugie - uznać jego znaczenie dla rodziny i narodu. Człowiek nie może być przedmiotem takiej czy innej polityki ludnościowej. Politycy mogą tylko stwierdzić, jaki jest przyrost naturalny, aby wyrazić odpowiednią radość. Ale człowiek ma wartość niezależną od ustroju, bo jego wartość wywodzi się z Boga samego. W małym nawet człowieku, który kilkumiesięcznymi oczkami śledzi swoje otoczenie, wyczuwa się już tyle mądrości i zainteresowania dla świata, że nie zdobędzie się jej w tak krótkim czasie na żadnej uczelni. Musiał ją człowiek przynieść ze sobą od Stwórcy. Trzeba więc pogodzić się z wielką wartością człowieka i z jego znaczeniem dla rodziny i narodu.

Gdy kiedyś prowadziłem rozmowę na temat upowszechniających się, niestety metod przerywania ciąży i mój rozmówca powiedział: ja jestem niewierzący - odpowiedziałem mu: to nie jest problem wiary lub niewiary; to jest problem kultury ogólnoludzkiej. Nie wolno godzić w człowieka, w jego istnienie - którego zapragnął Bóg - i w jego duszę. Człowiek jest największym bogactwem w społeczeństwie.

Kościół od dawna śpiewa: Et in terra pax hominibus - pokój ludziom, wszystkim! Nie tylko tym, którzy mają władzę, nie tylko tym, którzy mają zrozumienie swoich praw, ale i tym, którzy nie umieją ich dochodzić. Pax hominibus - musi być owocem ponownych przeżyć okresu Bożego Narodzenia w naszej ojczyźnie i w świecie.

Stąd - prymat człowieka w ogólnoludzkim i narodowym systemie życia i pracy. Najwięcej trzeba się zajmować człowiekiem, jego miejscem w społeczności narodowej. Wsłuchując się w programy polityczne z radością stwierdzamy, że chociaż rzadko, ale mówi się wreszcie o człowieku i o rodzinie. Zaczyna się przecierać ciemny horyzont, zasnuty żałobnymi chorągwiami, nad światem i nad Polską.

Jeżeli ma być zachowany prymat człowieka, trzeba tak ułożyć - mówiłem o tym przed dwoma laty, nie chcę się więc powtarzać - układy stosunków międzyludzkich, układy praw, uprawnień, nie tylko obowiązków, aby zabezpieczone były prawa człowieka do bytu i do środków koniecznych do życia. Jest to zasadniczy element harmonii i pokoju społecznego, aby nie doprowadzić do napięć i walk w społeczeństwie, nie potęgować udręki każdego dnia.

Gdybyśmy więc szukając harmonii między podstawowymi wartościami: Bóg - człowiek - ziemia - władza, chcieli coś postulować w tym rozpoczętym dopiero, "dziecięcym" jeszcze roku, można by powiedzieć krótko i zwięźle: skończyć w świecie z niszczeniem życia, z negacją praw człowieka, z tropieniem wierzeń i przekonań religijnych, społecznych i politycznych. Dać wreszcie człowiekowi święty spokój! Już nie mówię - skończyć z żebraczymi kolejkami, wyniszczającymi siły ludzkie. Oby tak było ostatni już rok! Takie minimalne postulaty dyktuje świadomość społeczna narodu.

ZIEMIA OJCZYSTA - DOCENIONA I OBSŁUŻONA

Trzecią mocą i rzeczywistością, która musi być uszanowana dla zachowania ładu społecznego - to ziemia ojczysta doceniona i obsłużona. Znamienne, że Chrystus przyszedł do ziemi swojego praojca, Dawida, którego rodowody starannie rejestruje Stare i Nowe Przymierze. Przyjście Zbawiciela, Boga-Człowieka, miało się dokonać w Betlejem Judzkim, w niewielkim mieście, położonym osiem kilometrów od Jerozolimy. Nasi pielgrzymi do Ziemi Świętej znają to miejsce. Dlaczego w Betlejemie - bo to była ojczysta ziemia rodu Dawidowego, z którego prorocy zapowiadali przyjście Odkupiciela świata. Do tej swojej ziemi - choć nie miał obowiązku - przyszedł Bóg Wcielony, Słowo Przedwieczne, posłuszny woli Ojca, który był wierny obietnicom danym Abrahamowi i jego potomstwu. Bóg Ojciec chciał, aby tak się stało - jak słyszeliśmy w dzisiejszej liturgii i jak to usłyszeli Mędrcy ze Wschodu: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela (Mt 2,6). A więc dla Chrystusa, Boga-Człowieka, bazą życiową, podstawą dla Jego działalności była ziemia ojców. Myślę, że bazą życiową dla wszystkich ludzi i narodów jest odwieczne Boże przykazanie: Czyńcie sobie ziemię poddaną! (Rdz 1,28)

Człowiek dopiero na własnej ziemi jest we właściwym normalnym klimacie ładu i myślenia społecznego. Jest w tym pewne misterium natury przyrodzonej społecznej, socjologicznej i psychologicznej, że człowiek dąży do swojej ziemi, szuka jej i kocha ją. Kocha tak mocno, jak mieliśmy tego dowody w czasie ostatniej wojny, w okresie wyrzucania nas z ziemi polskiej przez Niemców. Słynny był opór rolników wielkopolskich czy Zamojszczyzny; słynna była obrona wsi na Podlasiu i Chełmszczyźnie, walki i boje o każdy kawałek ziemi ojczystej, urastającej niemal do symbolu. [...]

Całe pokolenia ujarzmione przez obce ludy walczyły o prawo do własnej ziemi. Stąd szczególny charakter obronności ziemi. Nie tylko armia broni terenów ojczystych, ale i ludzie, którzy na niej żyją, i - jak trawy wśród jałowców i gęstych lasów - bronią jej nienaruszalności. Wiemy, co znaczy wiatr od morza, zmagający się z ziemią u wybrzeży. I tę psychikę obronności cenimy. Polska mimo rozbiorów uratowała się tylko dlatego, że wieś, rolnicy bronili zębami każdego kawałka ziemi, by jej nie oddać obcym. Ziemia ojczysta, zwłaszcza w naszym układzie geopolitycznym, jest elementem tak doniosłym, że musi być należycie obsłużona.

Niepokoi nas łatwość, z jaką obecnie decyduje się o ziemi, bez wizji dziejowej ku przyszłości, bez należytego przemyślenia, jak będzie w następnym wieku, po roku 2000, na polskiej ziemi. Gdy nie ma się bowiem historycznej wizji przyszłości narodu, idą pod topór całe osiedla ludzkie. Niedawno zwróciła się do mnie delegacja z Puszczy Kampinoskiej, skąd już usunięto mieszkańców z ośmiu wsi i dalsze również skazane są na wyniszczenie - tu, pod Warszawą. A kto pamięta, jakie znaczenie miała ta puszcza w okresie powstań: listopadowego, styczniowego i warszawskiego? Byłem kapelanem wojskowym, powstańczym w Kampinosie i znam te tereny. W 1939 roku, gdy Warszawa broniła się jak twierdza przed najazdem niemieckim, gdy już głód zaczynał dokuczać mieszkańcom, dowiedziano się, że w Kampinosie są jeszcze krowy i inne stworzenia spędzone tam znad Bzury. Urządzono więc z oblężonej Warszawy wyprawę wojska polskiego, aby pod osłoną puszczy zdobyć żywność dla głodującej i broniącej honoru narodu stolicy. A dzisiaj, co się tam dzieje! Z płaczem przychodzą ludzie, którzy tam mieszkali. Znam ich, bo do nich woziliśmy z Lasek żołnierzy rannych w bitwie pod Młocinami i na przedpolu Żoliborza. Ci ludzie służyli Warszawie.

I cóż z tego? Czy nic nam nie mówią doświadczenia wojny? Czy uważamy, że ją wykluczymy? Wiemy, w jakim napięciu żyje świat współczesny. Dzisiaj nie ma wojny jednego tylko państwa z innym. Bardzo często rozpala się ona, jak ogień, w światową pożogę. Czy możemy zabezpieczyć naszej stolicy szczęśliwy byt? Czy możemy być pewni, że już nigdy nie stanie się ona gruzowiskiem jak w 1939 i 1944 roku? Czy słuszną jest więc rzeczą obudowywanie Warszawy na wszystkie strony ogromnymi kłębowiskami nowych osiedli, wznoszonymi na najżyźniejszych terenach podwarszawskich, na południe od Mokotowa czy Okęcia?

Ostatnio dowiedziałem się o niszczeniu gospodarstw w Płudach, budowanych przez ludzi z wielkim trudem, z ogromną oszczędnością, grosik po grosiku, aby na stare lata mieć dla siebie własny kąt. Wszystko to jest sponiewierane, bo jacyś planifikatorzy, nie znając terenu, postanowili budować tam żelbetonowe wieżowce, jak je nazywam - klatki więzienne dla rodzin.

Ziemia ojczysta musi być doceniona i uszanowana, obsłużona. Nie można uczynić tego bez miłości. Idąc za natchnieniami, jakie otrzymaliśmy z przykładu Chrystusa, który swoje człowieczeństwo wziął z ziemi praojców z rodu Dawidowego - powinniśmy przede wszystkim obsłużyć własną ojczystą ziemię i zadbać o jej zabezpieczenie bardziej aniżeli o emigrację zarobkową. Istnieje miraż bogacenia się za granicą. Niestety, mirażowi temu ulega nasza inteligencja specjalistyczna. Prowadząc z pomocą kilkuset księży polskich duszpasterstwo zagraniczne, które powstaje pod moją opieką, wiem, co się tam dzieje. U nas narzeka się na brak rąk do pracy, a możemy je znaleźć w tylu krajach... Setki, nawet tysiące polskich inżynierów pracują na dobro innych narodów. Po co, gdy w ojczyźnie jest tyle jeszcze do zrobienia?

Najpierw obowiązuje nas obsłużenie własnej ziemi. Czyńcie sobie ziemię poddaną, własną ziemię! Chrystus Pan zbawiał świat na przedmurzu Jerozolimy, nie gdzie indziej, tylko tam! Przez to uczy nas wierności ziemi ojczystej, która po Bogu - uznanym i umiłowanym, po człowieku - uszanowanym, jest najważniejszym elementem trwałości i harmonii Bożo-ludzkiej.

WŁADZA ZIEMSKA - W DUCHU SPRAWIEDLIWOŚCI, MIŁOŚCI I PRAWDY

Dopiero w oparciu o te moce i wartości możemy przyjrzeć się władzy ziemskiej, która ma być sprawowana w duchu sprawiedliwości, miłości i prawdy. Wspaniale to rozwinął Ojciec święty w dokumencie, który mam przed sobą i o którym mówiłem na początku, w orędziu na Międzynarodowy Dzień Pokoju. Można się z niego wiele nauczyć. Rozwijałem te myśli kiedyś w kościele Świętego Krzyża w Warszawie, w wygłaszanych tam konferencjach społecznych. Sprawować władzę, czyli rządzić - jak często powtarza nam etyka chrześcijańska - to znaczy służyć wszystkim od szczytu aż do dołu. Jest to możliwe tylko z pomocą miłości. Wzór daje nam Ten, który przyjął postać sługi - Jezus Chrystus. Tylko wtedy może być prawidłowa służba, gdy ludzie sprawujący władzę kierują się wrażliwością na człowieka i miłością.

Myśli te rozwinął w swoim dokumencie Ojciec święty. Służyć w prawdzie to znaczy uszanować człowieka. A to jest warunkiem ładu społecznego i politycznego, warunkiem zaufania do władzy. Tylko wtedy można pozyskać zaufanie, gdy służy się w prawdzie i miłości. Skłamać można tylko raz. Gdy kłamstwo się powtarza, ludzie przestają mieć zaufanie do władzy. Dlatego jest rzeczą tak ważną ostrożnie posługiwać się propagandą. Kłamliwa propaganda, która kładzie rękę na rzeczywistości i zasłania ją, świadczy o krótkowzroczności w posługiwaniu się środkami przekazu społecznego. Trzeba się zawsze liczyć z wrodzoną inteligencją naszego narodu, który, gdy nie może wyczytać prawdy czarno na białym, czyta ją między wierszami. Dlatego też konieczny, niezbędny szacunek dla władzy zależy od prawdy.

Ludzie w prawdzie wyczuwają troskę o człowieka. Chrystus powiedział: Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu. Tylko Piłat pytał: Co to jest prawda? (J 18,37-38). Wszystkim innym nie trzeba było tego tłumaczyć. I nam, drodzy moi, nie trzeba tłumaczyć, co to jest prawda. Widzimy jej doniosłe znaczenie w sprawowaniu władzy, a więc w prowadzeniu życia narodu na własnej ziemi do pokoju. A tak bardzo jest on nam potrzebny, niezbędny! Jest koniecznym warunkiem utrzymania darowanej nam jeszcze raz wolności.

Polacy umieją bronić wolności. Pamiętam fragment pamiętnika z oblężenia Warszawy: przez dwadzieścia kilka dni stolica broniła się zawzięcie. Największe zagrożenie, nawet takie jak 24 września 1939 roku, gdy olbrzymie zespoły lotnicze przez wiele godzin bombardowały miasto, nie było dla warszawiaków tak groźne jak wiadomość, że ma nastąpić kapitulacja. Wtedy, gdy leciały bomby, Warszawa nie płakała, ale gdy dowiedziano się o kapitulacji, ludzie chodzili płacząc: Jak to? Tyle wysiłku, poświęcenia i trudów na nic? Naród polski zdolny jest znieść najbardziej bolesne doświadczenia i osobiste zagrożenie, byle tylko trwać!

DARY MĘDRCÓW

Wspomnieliśmy, że Mędrcy przyszli ze Wschodu i przynieśli dary. Przyszli ze Wschodu, by obdarować... Czy Maryja i Józef czekali na te dary? Przypuszczam, że nie. Przyjęli je, jak wymagała tego właściwa postawa wobec gości. Przynieśli Bożemu Dziecięciu w darze złoto, które jest przedmiotem pożądań, niedoli, złudzeń, dobrobytu i... wielu nieszczęść. Chciejmy pamiętać, że naród bogaci się nie tyle złotem, zwłaszcza pożyczonym, ile rzetelną pracą całego społeczeństwa. O pracy tyle i słusznie teraz się mówi. Ale jest niebezpieczną złudą, gdybyśmy chcieli naszą pracę zastąpić poszukiwaniem złota na świecie. Chciejmy budować naszą ojczyznę, czynić sobie ziemię poddaną i obsłużoną nie z pomocą środków importowanych, bo stać nas na to, abyśmy to wszystko wypracowali własnymi dłońmi!

Mędrcy oddali złoto Bogu-Człowiekowi. Niekiedy warto ich naśladować, nie dlatego, aby obdarowywać Kościół, tylko aby zachować wewnętrzną wolność. Największą wartością człowieka jest jego rozumna sprawność, uzdalniająca go do pracy, aby własną ziemię czynić sobie poddaną.

Mędrcy przynieśli Dzieciątku kadzidło - jako Bogu. Może przez to chcieli nas pouczyć, że samemu Bogu należy się wszelka cześć i chwała. Człowiek, aby żył w prawdzie, musi chronić się od propagandy samochwalstwa czy samouwielbienia. Przynieśli też mirrę - jako człowiekowi, który nie jest wolny od cierpienia. Największe zwycięstwo Chrystusa dokonało się na krzyżu. Człowiek natomiast jakże często chciałby żyć bez trudu, chciałby urządzić się choćby kosztem własnej ojczyzny, jak to niestety bardzo często dzieje się w Polsce. Urządzamy się kosztem ojczyzny przez niesumienną i nierzetelną pracę, przez nieuczciwy spryt, który deformuje naszą postawę moralną, religijną, społeczną i obywatelską.

Pamiętajmy, złoto nie może nad nami panować, kadzidło należy się tylko Bogu, a mirra - jako doświadczenia osobiste, warunek uczciwego rozwoju własnej osobowości - jest dla nas. Pod tym względem nie chciejmy być ludźmi uprzywilejowanymi, którzy ubezpieczają swoje życie, aby było bez trudu, cierpień i kłopotów; nie chciejmy być obywatelami pierwszej klasy. Wszyscy jesteśmy dziećmi jednego narodu.

Autor, którego już trzeci raz dzisiaj wspominam, bo czytam właśnie Pamiętniki z czasów oblężenia Warszawy, pisze w tej książce, że w momencie, gdy mieszkańcy Warszawy poczuli wspólne zagrożenie, zniknęły różnice między ludźmi, wyrównały się warstwy społeczne. Wspólnie rozpoczęli pracę. Oficer, dyrektor banku, pracownik fizyczny, wszyscy starali się jak najrychlej przywrócić stolicy normalne oblicze. My natomiast mamy ustrój demokratyczny, ale nadal są ogromne różnice społeczne, które nas męczą, utrudniają współżycie i współpracę, rozrastając się do niebotycznych wymiarów. Wyrównanie społeczne jest jednym z elementów harmonii Bożo-ludzkiej w naszej ojczyźnie.

POKÓJ I PRAWDA

Bóg uznany i umiłowany, człowiek uszanowany, ziemia ojczysta obsłużona przez rzetelną pracę, władza sprawowana w duchu sprawiedliwości, miłości i prawdy - to zasadnicze elementy Bożo-ludzkiej harmonii w świecie. Otrzymujemy ku temu pomoc Bożą, pomoc ducha Ewangelii i pracy Kościoła. Wspaniale uwydatnił to w swym orędziu o pokoju Ojciec święty Jan Paweł II. Oto jego diagnozy:
  1. Nieprawda służy sprawie wojny - domowej i światowej.
  2. Pokój wymaga szczerości i prawdy.
  3. Prawda oświeca drogi pokoju.
  4. Prawda umacnia środki wiodące do pokoju.
  5. Dla chrześcijan prawdą jest Ewangelia.
Pozwólcie, że przytoczę jeszcze kilka zdań z tego dokumentu naszego brata i najwyższego kapłana: Ewangelia Chrystusowa jest Ewangelią pokoju. «Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi» (Mt 5,9). Siłą żywotną ewangelicznego pokoju jest właśnie prawda. Chrystus objawia człowiekowi pełnię swej prawdy, odradza go w swej prawdzie przez pojednanie z Bogiem, z samym sobą, z innymi. Prawda jest siłą pokoju, ponieważ objawia i urzeczywistnia jedność człowieka z Bogiem, z sobą samym, z innymi. Prawda, która umacnia pokój i która budzi pokój, zawiera w swej istocie przebaczenie pojednanie. Odrzucać przebaczenie i pojednanie to okłamywać samych siebie i przyjmować śmiercionośną logikę kłamstwa. I kończy Ojciec święty: Oto dlaczego proszę wszystkich, Was wszystkich, którzy pragniecie umacniać pokój, przywracając mu właściwy wymiar prawdy rozpraszającej wszelkie kłamstwo: umiejcie podjąć wysiłek przemyślenia i działania, do jakiego zachęcam Was w tym XIII Światowym Dniu Pokoju; zbadajcie Waszą gotowość przebaczenia i pojednania; zdobywajcie się w zakresie Waszej odpowiedzialności rodzinnej, społecznej i politycznej na akty przebaczenia i pojednania. W ten sposób będziecie żyć prawdą, a prawda Was wyzwoli (por. Ef 4,15; J 8,32). Prawda ujawni nieoczekiwane światła i energie, otwierając w ten sposób nowe możliwości dla pokoju z świecie.

Gdy dzisiaj wątpimy, czy pokój Boży w świecie da się utrzymać, uważam, że jeśli w naszej ojczyźnie zapanuje harmonia Bożo-ludzka, jeśli uznany będzie Bóg, uszanowany człowiek i ziemia ojczysta uszanowana, jeśli władza sprawowana będzie w duchu sprawiedliwości i miłości - będziemy szczęśliwą krainą, dla której zagrożenie wojenne i największe nieszczęścia nie będą groźne. Tak jak nie były tragiczne dla warszawiaków naloty samolotów niemieckich, a tragiczna dla nich była tylko kapitulacja! Ale to są krańcowe możliwości, chociaż nie są one wykluczone. My już dzisiaj musimy wychowywać się do tego, abyśmy największe nawet nieszczęścia, możliwe na tym świecie, umieli znieść w pokoju, po Bożemu, z należytą godnością.

Dlatego wasz biskup, biskup Warszawy, prosi was gorąco: w trudnych sytuacjach, w jakich się znajdujemy, zachowajcie dojrzały spokój. Zapewne, czuwajcie nad tym, aby wasze prawa były uszanowane, ale uszanowanie praw waszych zacznijcie od poszanowania praw innych ludzi z waszego otoczenia. Im więcej będziecie szanowali prawa ludzi wśród was żyjących, tym bardziej możecie być pewni, że i wasze prawa zostaną uszanowane i zabezpieczone. W największych trudnościach doniosłą rzeczą jest zachowanie ducha pokoju i miłości, a zawsze - ducha prawdy.

Oto jak wygląda widzenie tego, zda się, beznadziejnie zagrożonego świata w perspektywie Mędrców, którzy przyszli do Betlejem i znaleźli tam Dziecię i Jego Matkę. Gdy już wam bardzo trudno w życiu osobistym, rodzinnym, społecznym, publicznym - szukajcie Jezusa, który przyszedł, aby dać pokój rodzinie ludzkiej; szukajcie Jego Matki, której tak zawierzył Ojciec święty Jan Paweł II. A i my w Polsce, jak wiecie, wszystko postawiliśmy na Maryję i ufamy, że w największych nieszczęściach i niedolach naszej ojczyzny Ona zawsze pośpieszy nam z pomocą.

Niech ufność ku Matce Najświętszej będzie tak potężna i silna, aby dodawała wam energii do przezwyciężania wszelkich udręk i przeciwności. Nawet największe trudności w naszej ojczyźnie nie są jeszcze najgroźniejsze, gdy jesteśmy we własnym domu i mową ojczystą możemy wypowiadać sobie wzajemnie naszą miłość i szacunek oraz przypominać nasze obowiązki.

Na uroczystość Mędrców świata, którzy stoją przy Chrystusie i Jego Matce, na cały nowy rok 1980 stolicy, archidiecezji i ojczyźnie, wam tu obecnym, waszym rodzinom i waszym pracom, z serca błogosławię.

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU NAUCZANIE HOMILIE