Źródło:

Umiłowane dzieci Boże, dzieci moje!

Uroczystość Mędrców przypomina nam hołd oddany Bogu-Człowiekowi i ofiarowane Mu dary: mirrę, złoto i kadzidło. Mirra - symbolizuje niemal całe człowieczeństwo, cierpienie i trud osoby ludzkiej; złoto - jest symbolem rozumu i serca oraz tworzonego przez nie ładu moralnego i społecznego; kadzidło - przypomina nam poświęcenie własnej chwały dla chwały Stwórcy. Celem tej ofiary Mędrców świata jest zachowanie harmonii i właściwej proporcji w życiu moralnym i obyczajowym, kulturalnym i społecznym człowieka. Owoce tak podporządkowanych wartości duchowych i materialnych prowadzą do zachowania i pogłębienia suwerenności chrześcijańskiej kultury moralnej, narodowej, gospodarczej i politycznej.

Kościół w liturgii Objawienia Pańskiego bardzo często zwraca uwagę na to, że Bóg, który daje królestwo niebieskie, nie jest konkurentem dla królestwa ziemskiego. Zresztą sam Chrystus mówił: Królestwo moje nie jest z tego świata (J 18,36).

BOLESNE DOŚWIADCZENIE Z BŁĘDÓW PRZESZŁOŚCI

W ostatnich czasach Kościół polski przeżył niezwykle doniosłe wydarzenia. Można je tłumaczyć różnie. W ujęciu i zamiarach Episkopatu Polski, który w tym właśnie czasie, w liczbie prawie trzydziestu biskupów, składał na Watykanie, sprawozdanie Ojcu świętemu ze stanu Kościoła - było to jednoznaczne. Wszyscy bowiem biskupi, odpowiedzialni za swoje diecezje, według przepisów prawa kościelnego mają obowiązek co pięć lat osobiście przedstawić Ojcu świętemu stan pracy religijnej, moralnej, liturgicznej, duszpasterskiej i katechetycznej w swej diecezji. Uczyniliśmy to wspólnie w dniu I z listopada bieżącego roku. W tym samym czasie na terenie Rzymu miały miejsce inne ogromnie doniosłe wydarzenia, zmierzające do pogłębienia i utrzymania pokoju społecznego i religijnego w naszej ojczyźnie.

Warto wspomnieć na początku o tym, co jest powszechnie znane i jest przedmiotem naszych rozważań i rozmów. Oto za naszego pokolenia, po niszczycielskiej wojnie nastąpiło na terenie Polski szczególne spotkanie. Kościół ze swoją dziesięciowiekową tutaj obecnością i pracą, ze swoim posłannictwem głoszenia Ewangelii, ze swoim doświadczeniem religijnym, moralnym i społecznym, a zarazem z całym bogactwem swych niewątpliwych zasług w dziedzinie kultury i moralności stanął w obliczu nowej rzeczywistości światopoglądowej i ideologicznej. W spotkaniu tym ujawniły się trudności, obustronne uprzedzenia oraz próby ich przezwyciężania, próby uwydatniania doniosłości Kościoła i jego moralności ewangelicznej, nawet w sytuacjach nowych. Kościół bowiem na ziemi polskiej przeżył już w swoim dziesięciowieczu różne sytuacje, w których zawsze spieszył z pomocą narodowi, społeczeństwu i jego życiu doczesnemu.

Na styku rzeczywistości ewangelicznej i doktryny materialistycznej rodziły się różne problemy. Spostrzegaliśmy ich rozrost, zaznaczający się do dziś dnia. Kościół, którego żywo interesowały walki społeczno-gospodarcze XIX wieku, o czym świadczy historia katolickiej nauki społecznej, dostrzegał już wcześniej elementy daleko idących przemian światowych. Rozrost bowiem techniki produkcyjnej kształtował również człowieka i jego warunki bytowania. Pomagał mu wprawdzie w opanowaniu świata, do czego człowiek otrzymał zachętę już od Stwórcy: Czyńcie sobie ziemię poddaną (Rdz 1,28) - jednakże stwarzał nowe problemy i trudności. Spory z dziedziny społeczno-gospodarczej między pracodawcami a światem pracowniczym przeniosły się po prostu na teren żywego człowieka. I tak w centrum uwagi znalazły się już nie tyle problemy społeczno-gospodarcze, ile cały człowiek - ze swoim przeznaczeniem, godnością, właściwościami duchowymi, ze swoją rozumną i wolną osobowością, nie dającą się ująć w konkretne wymiary statystyczne czy ekonomiczne.

Musiały więc przyjść - i przyszły - bolesne doświadczenia na skutek starcia pomiędzy tym od wieków funkcjonującym porządkiem ewangelicznym a światopoglądem materialistycznym.

Moglibyśmy wspomnieć tutaj o błędach, które powstały na skutek przerostu mechaniki gospodarczej nad osobą ludzką. Błędy te dotykały zarówno kultury narodowej, światopoglądu, polityki ludnościowej, jak też misji Kościoła, jego dziesięciowiekowej służby i chrześcijańskiej kultury narodu. Rodziły one trudności, nie zawsze dające się przezwyciężyć. Trzeba było niekiedy cierpliwie czekać i liczyć czas, który jest doniosłym czynnikiem w tworzywie społecznym, gospodarczym i politycznym. Trzeba było doczekać się nowych doświadczeń.

Po trzydziestu latach naszej pracy i dialogu prowadzonego z nowym światopoglądem możemy to lepiej zrozumieć. Dziś przyznaje się, że Kościół ma swoje zasługi w rozstrzyganiu nowych problemów, które przekraczając zakres dziedziny społeczno-gospodarczej, wchodzą na teren humanizmu człowieka, jego osobowości i wolności. Nieraz o tych zasługach się mówi, bo Kościół obecny w dziejach narodu zawsze mu służył i nigdy z nim nie walczył, zawsze był obecny, pomimo zmiennych sytuacji naszego bytowania narodowego i państwowego. I dziś Kościół służy Ewangelią przez całokształt swej nauki ewangelicznej. Wszystkie zasady Ewangelii Chrystusowej, głoszone przez Kościół, i dziś przynoszą naszemu życiu społecznemu i publicznemu nie tylko korzyści religijne, ale też i społeczne.

Kościół i dziś służy przez prawdy ewangeliczne i pracę umoralniającą narodowi. Rzecz jasna, że Kościół sam, choćby pracował najbardziej wydajnie, nie jest w stanie przezwyciężyć wszystkich trudności, które stają przed nami. Ale wszyscy rozumiemy, że dzisiaj potrzeba większego wkładu Kościoła w nasze życie, aby przezwyciężyć wady, jakie zrodziły się w okresie długoletniej niewoli. Każda niewola tworzy zniekształcenia społeczne i obyczajowe. Tak samo liczne wojny i okupacje na terenie naszej ojczyzny musiały doprowadzić i doprowadziły do różnych wad i wypaczeń społecznych i obyczajowych.

Wszystko to wpłynęło na ukształtowanie środowiska, w którym żyjemy dzisiaj, oczekując od Kościoła załatwienia różnorodnych problemów natury moralnej. Kościół jest gotów to czynić. Wynika to z jego misji. Ale musi istnieć współdziałanie narodu i społeczeństwa. Muszą istnieć warunki, w których Ewangelia, przepowiadana ludziom nie spotka się z polityczną propagandą ateistyczną, ani też z wyolbrzymianą niekiedy niechęcią do Kościoła.

Doświadczenia uczą nas i wskazują nie tylko nowe zadania, ale też tworzą nowe drogi. Dziś dostrzegamy to lepiej. Idą one dziś, w wieku dwudziestym, o wiele dalej niż przed stu laty. Spór wieku XIX toczył się głównie w dziedzinie społecznej, gospodarczej i zawodowej, między ludźmi posiadającymi i biednymi pracownikami warsztatów pracy.

Dzisiaj, po latach najrozmaitszych trudów i wysiłków dostrzegamy, że nie wystarczy "zbawiać" tylko ekonomię i produkcję, bo rodzą się nowe sytuacje, ukazujące nowe zadania. Współczesny rozwój nie idzie już po linii pytań: co posiadasz, co masz, a czego ci brak? Pytamy raczej: kim jesteś? jaką przedstawiasz wartość? Co wnosisz w życie rodzinne, zawodowe, społeczne, gospodarcze i religijne? Wyłania się nowy problem - już nie tyle takiego czy innego ustroju, ale problem człowieka. Chodzi o to, by człowiek, któremu organizacja życia gospodarczego i technika produkcyjna pomaga w opanowaniu świata, sam nie został zniewolniczony przez warunki pracy zależnej.

ROZMOWY NA WATYKANIE

Wspomnieliśmy, że Episkopat Polski w listopadzie był przyjęty przez Ojca świętego. Naprzód miałem radość przeprowadzić rozmowę na audiencji prywatnej w dniu II listopada. Następnego dnia zostali przyjęci wszyscy biskupi ordynariusze. Imieniem Episkopatu w swoim obszernym przemówieniu przedstawiłem Ojcu świętemu sytuację religijną Kościoła w Polsce. Zależało nam na tym, aby nasza ocena wynikająca z syntez dokonanych przez konferencję Episkopatu Polski przedstawiona została Ojcu świętemu w obecności wszystkich biskupów ordynariuszy diecezji. Ostatnią rozmowę z Ojcem świętym miałem tuż przed powrotem do kraju, w dniu 5 grudnia.

W międzyczasie, w dniu 1 grudnia nastąpiło spotkanie Ojca świętego z przedstawicielstwem politycznym naszego państwa. Co Ojciec święty powiedział swoim gościom, dobrze to wiemy, albowiem tekst przemówienia Papieża był podany w prasie stołecznej. Chciałbym tylko krótko zestawić punkty, które Ojciec święty poruszył.

Jak zazwyczaj, swoich gości zapewnił on o miłości do Polski. Uwydatnił wolę narodu, który mimo klęsk wojennych chce istnieć, żyć i pracować, chce utrzymać swoją identyczność narodową. Historia Polski - powiedział Ojciec święty - jest przeniknięta duchem chrześcijańskim. Polska utrzymywała zawsze związek ze Stolicą Świętą. Dziś czyni to wytrwale przez stałe kontakty Episkopatu i społeczeństwa polskiego. Praca Kościoła milenijnego była zawsze pozytywna dla narodu. I dziś Kościół - dodał papież - jest gotów dać pozytywny wkład w życie społeczne Polski przez wychowywanie w poszanowaniu dla wartości moralnych, przez uwydatnienie zasad etyki społecznej i zawodowej, która jest częścią moralności chrześcijańskiej, przez współdziałanie dla dobra społecznego całej ojczyzny.

Kościół - powiedział Ojciec święty - nie pragnie w Polsce przywilejów, ale chce zachować swoją identyczność w pełnieniu swego posłannictwa. Dlatego też oczekuje pewnego, właściwego sobie, terenu dla prowadzenia tej pracy. Oczekuje uznania, że jest przede wszystkim religią i Kościołem, a nie polityką; oczekuje zrozumienia swej misji ewangelicznej i wolności głoszenia Ewangelii. Kościół jest od tego, aby przepowiadał Ewangelię wszelkiemu stworzeniu.

Dzisiaj w liturgii słowa słyszeliśmy, że do Betlejem podążyli Mędrcy, przedstawiciele innych narodów. Już ten fakt wskazuje, że Kościół ma charakter misyjny wobec wszystkich ludzi i każdego człowieka, o którego podstawowe prawa osobowe, religijne i moralne również zabiega.

W spotkaniu ze swoim rozmówcą Ojciec święty dał do zrozumienia, że ostatnio dostrzega wzrost troski o elementy humanistyczne w naszym kraju. Są nimi szczególnie inicjatywy podejmowane przez władze publiczne dla dobra rodziny, dla ochrony młodych małżeństw i polityka pronatalistyczna, bardziej korzystna i sprzyjająca rodzeniu się młodych Polaków, a także praca nad podniesieniem poziomu moralnego młodzieży. Ojciec święty z radością mówił o tym swoim gościom. W tej dziedzinie Kościół może wiele pomóc przez głoszone zasady moralności rodzinnej i małżeńskiej.

Zresztą, te postulaty Kościół zawsze uwydatniał w naszej ojczyźnie. Punktem wyjścia najrozmaitszych interwencji Kościoła są przede wszystkim jego założenia moralne i religijne. Wiemy, że rzutują one dodatnio na całe życie narodu. Nie tylko na życie moralno-obyczajowe, ale nawet na życie społeczno-gospodarcze.

JAK USPRAWNIĆ PRACĘ KOŚCIOŁA W POLSCE?

Powstaje pytanie: jak bardziej usprawnić pracę Kościoła w Polsce, aby zdołała ona przezwyciężyć wszystkie zniekształcenia moralne i obyczajowe, które są pozostałością - jak powiedziałem - z czasów niewoli, okupacji, wojen i różnych sytuacji. Episkopat Polski - w swoich rozmowach z władzami postuluje szerszy zakres wolności społecznej, zwłaszcza przywrócenie stowarzyszeń i bractw kościelnych, które działały dawniej. Kościół oczekuje również autentycznej prasy katolickiej i możności wydawania takich książek i wydawnictw, które usprawniłyby pracę umoralniającą naród. Chodzi o oddziaływanie nie tylko przez ambonę i katechizację, ale też przez pracę. społeczno-wydawniczą.

Episkopat często ogłasza swoje listy do wiernych. Jak wiemy, czytane są one z ambon. Nie możemy podawać wam ich w inny sposób, z pomocą środków przekazu społecznego. Pozostaje jedynie ambona.

Wsłuchując się w listy biskupów, dostrzegacie, że są one liczne i poruszają bardzo rozległą dziedzinę naszej życiowej rzeczywistości. Kościół oczekuje właściwej oceny listów Episkopatu, które nie mają celów politycznych, ale przejawiają chęć pogłębienia formacji moralnej naszego życia społecznego i narodowego.

Wystarczy, że przytoczę list, który był czytany w dniu 4 grudnia. Poruszał on szereg bolączek naszego życia. Musimy o nich mówić. Jesteśmy przecież we własnym domu, w rodzinie, mówimy do siebie, mówimy o trosce o nasze sprawy rodzime, narodowe, moralne. Dlatego też w tym wymiarze, a nie w innym, należy nasze listy odczytywać. Może niekiedy prasa zagraniczna usiłuje wypowiedziom Episkopatu w listach nadać odmienny od naszych intencji charakter. Pamiętajmy, że jesteśmy we własnym domu. Mamy prawo mówić do siebie szczerze i otwarcie, odsłaniać nasze słabości, wskazywać leki i jak je stosować.

Niedawno Episkopat wydał list w obronie życia w rodzinie. Pamiętajmy, że i ten list, chociaż odsłania szereg bolesnych problemów, jest wyrazem troski biskupów, która w tej chwili jest troską nie tylko Kościoła, ale całego narodu, wobec niebezpieczeństwa wymierania, na co zwracałem uwagę od tylu lat!

Dzisiaj widać wyraźniej zagrożenie bytu narodu, tak iż problem jest nie tylko religijny i moralny, ale nawet społeczny i bytowy. Musimy więc patrzeć na listy biskupów polskich pod kątem naszych domowych potrzeb. I zgodnie z nimi należy te listy odczytywać, rozważać i wprowadzać w życie.

Po tej samej linii musi pójść ocena różnych memoriałów, które episkopat, zwłaszcza po swoich konferencjach, kieruje do odpowiednich władz państwowych. W tych memoriałach również poruszamy sprawy - że się tak wyrażę - domowe, rodzinne, które przede wszystkim interesują nasz naród. Przypomnę tylko kilka memoriałów, które Episkopat skierował ku władzom. A więc na przykład - memoriał o wolności religijnej (1972); o wolności sumienia i wyznania młodzieży, zwłaszcza akademickiej (1974); o sprawach istotnych dla kultury chrześcijańskiej narodu (1974); w sprawie wychowania młodzieży, zwłaszcza wychowania seksualnego - z tego samego roku. Następnie - w sprawie polityki ludnościowej; wyczerpujący memoriał na rzecz korzystniejszych warunków dla życia rodzinnego; potem - memoriał w sprawie projektu Kodeksu Pracy, w którym Episkopat dostrzegał konieczność poprawienia pewnych sformułowań na dobro ludzi pracujących; memoriał w sprawie cenzury dla pism katolickich, oczekujący swobody w tej dziedzinie; oraz w sprawie budownictwa sakralnego. Przytaczam te dokumenty tylko przykładowo, bo było ich znacznie więcej.

Podkreślam raz jeszcze, że należyte odczytywanie tych memoriałów - na które często otrzymywaliśmy pozytywne odpowiedzi - należy przede wszystkim do nas, ponieważ w swojej ojczyźnie mamy prawo i obowiązek mówić otwarcie, szczerze! Tylko my rozumiemy w pełni nasze potrzeby, bo siedzimy w naszej rzeczywistości, co nie zawsze udaje się ludziom patrzącym na nas z pewnej odległości, zwłaszcza przygodnym reporterom i dziennikarzom zagranicznym.

NADZIEJE NA PRZYSZŁOŚĆ

Można by mówić teraz o nadziejach na przyszłość. Oczywiście, to co powiedziałem na wstępie, jest aktualne nadal. Polska jest terenem, na którym spotyka się rzeczywistość chrześcijańska i ideologia materialistyczna. Różnice doktrynalne nie zawsze dadzą się przezwyciężyć i chyba w pełni, całkowicie nie da się tego osiągnąć. Ale - jak powiedziałem - istnieją pouczające doświadczenia. Wystarczy przytoczyć jeden choćby przykład. Dziś wszyscy już wiedzą, że nawet na odcinku życia społeczno-gospodarczego i zawodowego potrzeba zasad moralności ewangelicznej.

Ongiś widziano wyraziście rozbieżność między ekonomią a moralnością. Ale dzisiaj widzimy, że nawet najlepiej zorganizowana gospodarka, najbardziej rozbudowana technika, będąca przedmiotem współczesnych ambicji całego świata, musi rządzić się pewnymi zasadami moralnymi. W ubiegłym wieku świat dzielił się na kapitalistyczny i proletariacki. W międzyczasie, na skutek rozwoju techniki i zastosowań jej w pracy, wyrosła nowa warstwa ludzi. Nazywano ich rozmaicie. Dzisiaj często używa się określenia: technokracja. Są to ludzie o wykształceniu specjalistycznym, którzy są potrzebni i kapitalistom, i komunistom. I trudno jest określić, do kogo oni właściwie należą. System pracy stechnicyzowanej, choćby się wyraził w postaci nowej grupy społecznej - zwanej technokracją, chociażby osiągnął szczyty swego rozwoju w dziedzinie tak modnych dzisiaj komputerów, jeszcze człowieka nie odmienia, nie poprawia, a wydawałoby się, że powinien to czynić.

Aby przezwyciężyć dziś różne nasze wady i naleciałości, trzeba, zbawiać" nie tylko ekonomię, gospodarkę, produkcję, trzeba zbawiać człowieka! Trzeba wrócić do człowieka i przypomnieć mu jego obowiązki podyktowane przez Ewangelię Chrystusową, przez zdrowy ludzki rozsądek oraz zmysł utrzymałości bytowej i narodowej. Ewangelia dyktuje nam konieczność postawy służby w pracy - przeciwko wszelkim formom dygnitarstwa. Chrystus uczył: Ktokolwiek by chciał być większym, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał wśród was być pierwszym, niech będzie sługą wszystkich (Mk 10,44). Postawa służby - ponieważ wzajemnie sobie musimy służyć, bo i nam służą - jest najbardziej właściwą postawą dla wszystkich form zależności, zwłaszcza urzędniczej, gdyż pierwszymi sługami całego narodu są urzędnicy.

Podobnie zagadnienie pracy i pracowitości jest nie tylko zagadnieniem fizjologii i techniki, lecz także zagadnieniem postaw moralnych człowieka pracującego, przeciwko wszelkim spaczeniom, zwłaszcza przeciwko tak zwanemu bumelanctwu. Wiąże się z tym zagadnienie trzeźwości. Bez pomocy motywów moralnych i religijnych nie da się przezwyciężyć szkodliwego, niszczącego naród alkoholizmu.

Podobnie, gdy chodzi o bezinteresowność w pracy, która wymaga przezwyciężania tak bardzo upokarzającego naród łapownictwa, wszelkiego rodzaju mankowiczostwa czy też luksusu, często osiąganego kosztem społeczeństwa.

Jak uczy nas Pismo święte, w pracy naszej mamy pracować nie jako sobie, ale jako Stwórcy (por. Ef 6,6). Stajemy w obliczu Boga.

Sprawą o doniosłym znaczeniu społecznym jest także zagadnienie kompetencji. Wymaga to przezwyciężenia wszelkich form ignorancji, która niekiedy tak silnie zakorzenia się w naszym stylu życiowym, określanym przez znane powiedzenia: "poradzę sobie", "jakoś tam będzie". Dla prawidłowego rozwiązania tych wszystkich problemów ogromne znaczenie ma zagadnienie etyki zawodowej, która rodzi w sumieniu poczucie odpowiedzialności za przyjęte zobowiązania i życie.

Przykładów takich można by przytoczyć wiele. Wskazują one, że najlepiej zorganizowana technika wytwórcza nie rozwiąże jeszcze istotnych problemów życia społeczno-gospodarczego, że trzeba dokonać wielkiej przemiany człowieka, jego osobowości. I od tej przemiany zależy zachowanie naszej suwerenności moralnej, kulturalnej, narodowej, społecznej, zawodowej, gospodarczej i religijnej. Widzimy więc, jak bardzo spotyka się tutaj Ewangelia z naszymi potrzebami i z zamówieniami współczesnego życia. To są doświadczenia, do których doszliśmy dziś, może nie bez wielkich strat. Ale w rezultacie stwierdzić możemy, że życie religijne ma wielki, dodatni wpływ na życie społeczne i publiczne; że praca Kościoła nie jest postawą wrogości, tylko jest niesieniem pomocy i służby; że musi dojść do głosu chrześcijańska moralność i etyka zawodowa, aby człowiek pracujący czuł się zobowiązany przez zasady moralne do odpowiedzialności nie tylko przed ludźmi, ale i przed Bogiem.

Aby tego dokonać, trzeba stać na stanowisku kultury chrześcijańskiej i narodowej, i tej kultury bronić. Tego wymaga szczególne wychowanie pokolenia w ideałach narodowych i religijnych. Musimy postawić na człowieka.

Tego, co jest tu niezbędne, co wynika z posłannictwa Kościoła: Idźcie i nauczajcie wszystkie narody; Coście usłyszeli w izbie, mówcie i przekazujcie na dachach (Mt 10,27) - tego wymaga także całe życie społeczne. Wymaga ono jawności i wolności opinii społecznej. Dlatego trzeba unikać wszelkiej alienacji w zakresie tworzenia opinii publicznej, zwłaszcza przez nadmiernie rozbudowaną cenzurę pod pozorem ochrony tajemnic państwowych. W rzeczywistości nakłada ona okulary na oczy ludzi, dezinformuje ich, a co gorsza, zwalnia od odpowiedzialności za naród. Bardzo często ludzie nie znają prawdy, nie wiedzą, jak sprawy stoją, i wskutek tego nie poczuwają się do odpowiedzialności za sytuację w dziedzinie życia społecznego, gospodarczego czy moralnego. Gdybyśmy na przykład milczeli o istotnym stanie życia rodzinnego, oddawalibyśmy złą przysługę narodowi. Podobnie i w wielu innych dziedzinach. Stąd tak ważną jest rzeczą, aby człowiek mógł widzieć rzeczywistość, dokładnie ją rozeznać i wziąć za nią, w wymiarze swoich zadań, odpowiedzialność. W najbliższych tygodniach Episkopat Polski będzie ogłaszał listy wielkopostne na temat odpowiedzialności katolików za Kościół. Przygotowałem taki list i będzie on odczytany w jedną z najbliższych niedziel wielkiego postu. Ale pamiętajmy, że mamy też odpowiedzialność, i to na sumieniu, za naród, za rodzinę, za nasze wy kształcenie, za warunki pracy, za wypełnianie naszych obowiązków zawodowych. Jesteśmy odpowiedzialni za zgodność naszego życia religijnego z moralnym, które - jak dostrzegamy - bardzo często stoi w dużej rozbieżności. Zagadnienie moralności chrześcijańskiej rozszerza się na wszystkie dziedziny życia ludzkiego.

Wiem, najmilsi, że nie jest wam łatwo wytrwać w tłoku, dlatego mówię raczej w punktach, nie rozwijając poszczególnych zagadnień. Każde z nich ma swoje duże wymiary i każde nas żywo, osobiście interesuje i zobowiązuje.

Jak widzimy, Kościół w ojczyźnie naszej, pomimo iż znajdujemy się na styku dwóch ideologii: chrześcijańskiej i materialistycznej, ma wiele pracy w dziedzinie własnej - zadań ewangelicznych w zakresie swojego posłannictwa dawania świadectwa Chrystusowi oraz kształtowania duchowego i moralnego oblicza narodu. Kościół nie sięga po władzę. Kościół nie chce też tworzyć - jak się nieraz czyta - państwa w państwie. Nawet współcześnie, gdy nadal są prowadzone rozmowy między przedstawicielstwem Stolicy Apostolskiej a władzami państwowymi z jednej strony i między Episkopatem Polski a władzami rządowymi z drugiej strony, gdy postulujemy uznanie charakteru publiczno-prawnego Kościoła, nie chcemy przez to dążyć do stworzenia z Kościoła instytucji o znaczeniu politycznym. Przed wojną obowiązywał w Polsce konkordat z 1925 roku, nadający różnym instytucjom kościelnym charakter publiczno-prawny. I wtedy państwu nic stąd nie groziło. Kościół jednak nie jest zwykłym stowarzyszeniem. Kościół ma swoją konstytucję nadaną mu przez Chrystusa, ma swój ustrój, swoje własne cele i środki, i dla tych celów musi mieć odpowiedni status, uznany w granicach naszej rzeczywistości narodowej i politycznej. Nie trzeba się więc lękać, że gdyby Kościół w naszej rzeczywistości współczesnej osiągnął taką formę uznania, nadużyłby jej, bo nigdy tego na przestrzeni dziesięciu wieków nie uczynił.

DZIŚ TRZEBA ZBAWIAĆ CZŁOWIEKA

Kończąc swoje rozważania, wracam do prostej, ale jakże głęboko przemawiającej do człowieka współczesnego myśli wypowiedzianej w liturgii: Puer natus est nobis - Dziecię się nam narodziło! Nawet nie młodzieniec, Dziecię się nam narodziło! Dlaczego Kościół ludziom dwudziestego wieku mówi o dziecięciu, gdy Zbawca świata siedzi po prawicy Ojca i żyje jako Mąż Boży, jako Bóg-Człowiek w Kościele? Dlatego, że rodzą się ciągle nowi ludzie. Każdy z nas jest dziecięciem Bożym. Ale dzisiaj to dziecię wygląda niekiedy jak powalony olbrzym, zakuty w ciężką zbroję stalową technokracji, nie mogący się o własnych siłach podźwignąć. To jest problem całej rodziny ludzkiej, każdego niemal narodu.

Trzeba zdać sobie sprawę, że idzie o zbawienie człowieka. Jeżeli najlepsze ustroje, największe wysiłki ludzkie nie zdołają nigdzie, na całym globie, dać pełni szczęścia, trzeba wrócić - to nie jest jakieś "retro społeczno-gospodarcze" - do osoby ludzkiej, do człowieka. Trzeba dostrzec, zrozumieć i zbawiać człowieka! To właśnie czyni Kościół.

Człowiek współczesny - ten powalony olbrzym, zakuty w krępujące go blachy techniki, technicyzmu, technokracji, która mu pomaga żyć i zarazem przeszkadza - musi odzyskać wolność dzieci Bożych, aby mógł wstać, chodzić swobodnie i wypełniać zadania wyznaczone mu przez Stwórcę. To jest zadanie całej rodziny ludzkiej, do której my również należymy.

Dlatego też zagadnienie jest znacznie szersze. To nie jest już tylko ratowanie ekonomii, to nie jest tylko sprawa takich czy innych utarczek między warstwami społecznymi. To jest wołanie o ratunek dla osoby ludzkiej, aby ona, korzystając z ładu społecznego i gospodarczego, ze współczesnych form życia i pracy, nie zagubiła swojej osobowości i nie utraciła podstawowych walorów moralnych, bez których nie da się nic osiągnąć w dziedzinie życia doczesnego i ładu ekonomicznego.

Puer natus est nobis! Wychodzimy z bazyliki katedralnej w przekonaniu, że każdy z nas niesie na sobie ciężar swojego człowieczeństwa, swojej osobowości i rozumności, jako istoty wolnej i miłującej. Obliczamy, ile jest nas milionów. Ale statystyka nie wszystko nam powie, bo statystyka jest ilościowa, a wartość społeczeństwa zależy nie od ilości, ale od jakości ludzi. Od tego, kim jesteśmy, jakie jest nasze życie osobiste, domowe, rodzinne, zawodowe. Jak my pracujemy, jak żyjemy, jaki użytek czynimy z ciężkiej niekiedy pracy? Jak odnosimy się do wartości nam zleconych? Jak się nimi posługujemy? To świadczy o kulturze osobistej, humanistycznej, do której musimy coraz częściej wracać; to świadczy o kulturze rodzimej i zawodowej, a także o kulturze religijnej, bo nie jest wszystko jedno, jakimi jesteśmy katolikami.

Dziecię się nam narodziło! - Dziecię się nam rodzi! Temu Dziecięciu, które widzimy w okresie Bożego Narodzenia w żłóbku betlejemskim i w naszej duszy, chciejmy podać dłoń, aby człowiek podźwignął się ze wszystkich swoich wad, naleciałości, złych skłonności i upodobań, aby wstał i chodził prosto - jak zachęca nas Chrystus.

Kończymy modlitwą w intencji Ojca świętego, wdzięczni nie tylko za to, że przyjął i wysłuchał biskupów polskich, ale i za to, że przyjął także, wysłuchał i powiedział bardzo wiele przedstawicielom polskich władz. Rośnie przez to zrozumienie, że Kościół powszechny i Kościół polski idą po tej samej linii, stawiając wymagania człowiekowi, aby był prawdziwym dziecięciem Bożym, aby objawiła się wspaniałość człowieka - istoty rozumnej i wolnej, świadomej swej wielkiej odpowiedzialności za życie własne i narodu. Powrót do odpowiedzialności sumienia w każdej dziedzinie może być naszym ratunkiem. Brak odpowiedzialności może zrodzić ciężkie klęski narodowe i przeżycia wewnętrzne.

Mówimy do siebie, dzieci Boże! Mówimy w naszej rodzinie domowej. Mówimy szczerze, otwarcie, serdecznie, z troską, bez dyskusji, polemik i ubocznych tendencji. Mówimy to, co leży nam na sercu i co jest najpilniejszą potrzebą naszego życia domowego.

W tym krótkim rachunku sumienia chciejcie dostrzec i to, że nie jesteśmy osamotnieni. Jest z nami głowa Kościoła, Ojciec święty. Jest z nami i w nas - Jezus Chrystus, Syn Boży, który zbawia nas, który gładzi wszystkie grzechy świata. W ten sposób nieustannie podaje pomocną dłoń każdemu narodowi. Bóg bowiem uczynił narody zdolnymi do odnowy (por. Mdr 1,14). Jeżeli współcześnie zawlekają się moralne i obyczajowe zboczenia, to dla dobra naszego życia religijnego, moralnego i narodowego musimy składać ofiary - jak czynili to Mędrcy ze Wschodu. Nawet Chrystus nie zbawił świata bez cierpienia i od Mędrców w darze dostał mirrę.

Cierpienie i trud uczy nas mądrości. Pamiętajmy - nie wszystko złoto - ludziom! trzeba umieć czynić zeń ofiarę i przezwyciężać głód posiadania za wszelką cenę. I nie wszystko kadzidło ludziom! Bogu się ono należy. Nie chciejmy też całej chwały dla każdego z nas i nie chciejmy wszystkiego tylko dla siebie. Nie chciejmy być wolni od wysiłku, trudu, poświęcenia i ofiar.

To oznaczały dary złożone Dziecięciu przez Mędrców. Dary te były punktem wyjścia dla tworzenia chrześcijańskiej kultury władania.

Ojcu świętemu ślemy z bazyliki świętojańskiej uczucia naszej wdzięczności za tak serdeczne przyjęcie nas na Watykanie i za błogosławieństwo, które przesyła ojczyźnie, a które ja jego imieniem, wam tu obecnym, stolicy i całej ojczyźnie, przekazuję.

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU NAUCZANIE HOMILIE