Źródło:

Umiłowane dzieci Boże, dzieci moje!

Poprzednie konferencje poświęcone dziecięciu Boga Żywego - homo Dei i człowiekowi, gospodarzowi ziemi - homo oeconomicus stanowią dla nas tło, które pomoże nam w konferencji dzisiejszej dostrzec człowieka Bożego postawionego na ziemi pod władzą ludzi.

Pozwólcie na krótkie wprowadzenie biblijne. Odnowiciel przymierza - Jezus Chrystus odnawia również radość stworzenia. Słyszeliśmy dzisiaj w pierwszym czytaniu liturgii słowa, jak po ciężkich przeżyciach naród izraelski powrócił do swojej ojczyzny. Odnaleziono zaginioną księgę Prawa Mojżeszowego. Prawdopodobnie zapomniano o dawnym prawie wśród udręk tułaczki niewoli babilońskiej. Pisarz Ezdrasz ogłasza więc to prawo ludowi, który pełen radości woła: Amen, Amen. (por. Ne 8,6).

W czytaniu drugim ukazano, jak doniosłe znaczenie jednoczące ma to prawo. Społeczność ludzka składa się z różnych członków, stanowi jeden ściśle zespolony organizm. Tak jak różne są członki ciała ludzkiego, obdarzone różnymi właściwościami, jednak wszystkie są potrzebne dla normalnego działania organizmu, tak jest w każdej społeczności, a także w organiźmie nadprzyrodzonym, jakim jest Kościół (1 Kor 12,12-17).

Trzecie czytanie ewangeliczne przypomina nam zadanie Odnowiciela prawa Bożego wśród ludu - Jezusa Chrystusa. Zaczął On odnowę ładu prawnego i społecznego w duchu służby od tego, że przyjął postać sługi i narodził się ze Służebnicy Pańskiej. Powiedział: Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz by służyć i życie swoje oddać na okup za wielu (Mk 10,45). Kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami niech będzie niewolnikiem wszystkich (Mk 10,43-44). Przykładem swoim w wieczerniku, podczas umywania nóg apostolskich pouczał: Dałem wam przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem (J 13,15).

Kościół nazwał swoich kapłanów ministrami - ministri sacri. Władza świecka przyjęła tę nazwę dla swoich ministrów, chociaż nie zawsze przyjęła ducha, którym muszą się rządzić ministri sacri. Jednakże łacińskie słowo "minister", znaczy po polsku sługa". Bardziej jest tutaj uwydatniona postawa i zadanie służebnicze aniżeli władza.

MISTERIUM WŁADZY

Władza nad człowiekiem - dzieckiem Bożym, stanowi swego rodzaju misterium. Od dawna czytamy w rożnych dokumentach i słyszymy w nauce Kościoła, że władza jako taka - jako pewna właściwość zniewalająca do posłuszeństwa i ładu - pochodzi od Boga. Jest to również przypomniane w encyklice Jana XXIII Pacem in terris w części drugiej, gdzie omawiane są stosunki między obywatelami a władzą społeczności politycznych.

Papież pisze tak: Społeczność ludzka nie może być dobrze zorganizowana ani wytwarzać odpowiedniej ilości dóbr, jeśli jest pozbawiona ludzi sprawujących prawowitą władzę, którzy stoją na straży praw i w miarę potrzeby nie szczędzą swej pracy i starań dla dobra wszystkich. Cała ich władza pochodzi od Boga, jak uczy święty Paweł w następujących słowach: «Nie ma bowiem władzy, jak tylko od Boga» (Rz 13,1-5).

Kościół to często przypomina. Jednocześnie encyklika - słowami świętego Jana Chryzostoma - wyjaśnia, co to znaczy władza od Boga: Cóż mówisz? Czy każdy władca jest przez Boga ustanowiony? Nie twierdzę tego - mówi - nie chodzi mi bowiem teraz o poszczególnych władców, ale o samą władzę. Twierdzę więc, iż to mądrość Boża sprawia, że istnieją władze, że jedni rządzą, a inni są im podlegli i że żadne sprawy nie zależą od przypadku ani nie są prowadzone lekkomyślnie. Ponieważ bowiem Bóg stworzył ludzi jako istoty z natury swej społeczne, a żadna społeczność nie może istnieć, jeśli w niej ktoś jeden nie posiada władzy zwierzchniej i nie nakłania skutecznie jednostek do działania na rzecz wspólnego celu, dlatego polityczna społeczność ludzka musi mieć władzę, która sprawuje w niej rządy. Dlatego władza ta, podobnie jak i społeczność, z natury swej pochodzi od samego Boga-Stwórcy (p. 46). Mówi to święty Jan Chryzostom, piszący w IV wieku. Słowa jego przytacza w swej encyklice papież Jan XXIII.

Wydaje się więc, najmilsze dzieci Boże, że władza jako taka jest instytucją wynikającą z woli przemądrego Stwórcy, który ustala ład w świecie i przez społeczne usposobienie osoby ludzkiej skłania ludzi do współdziałania, do kierowania i podporządkowania się kierownictwu.

Encyklika przypomina nam równocześnie, że władza też podlega władzy. Władza sprawowana nie jest najwyższą mocą i najwyższą siłą. Nie należy jednak sądzić - mówi papież - że nie podlega ona żadnej innej władzy. Przeciwnie, ponieważ wywodzi się z uprawnienia do wydawania rozkazów zgodnych z prawym rozumem, trzeba niewątpliwie przyjąć, że czerpie ona moc zobowiązywania z zasad moralności, których źródłem i celem jest Bóg (p. 47).

A więc to, co z ustanowienia Stwórcy pochodzi - władza jako moc zwierzchnia i rozkazodawcza, porządkująca życie i współżycie obywateli - nie jest Bogiem i nie jest najwyższą siłą. 1 ona jest ograniczona, pochodząc w swej istocie od Boga. Mówimy "władza", a nie "ludzie sprawujący władzę". Władza ma zakres ograniczony, bo istnieje odwołanie się od niej.

Sprawowanie władzy - jak wyjaśnia papież w swej encyklice - wymaga odwoływania się do sumienia ludzkiego (por. p. 48). Prawdziwe dobro wspólne polega przede wszystkim na poszanowaniu praw i obowiązków ludzkiej osoby. Wobec tego głównym zadaniem sprawujących władzę, w państwie jest dbać z jednej strony o uznawanie tych praw, ich poszanowanie, uzgadnianie, ochronę i stały ich wzrost, z drugiej zaś strony o to, aby każdy mógł łatwiej wypełniać swoje obowiązki. Albowiem podstawowym zadaniem wszelkiej władzy publicznej jest strzec nienaruszalnych praw człowieka i dbać o to, aby każdy mógł z większą łatwością wypełniać swe obowiązki (por. p. 60).

Jak słyszeliśmy w pierwszej konferencji - człowiek Boży jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga i z Niego czerpie przyrodzone właściwości, które są jego prawem. Korzystanie z tych praw zawsze łączy się z wypełnianiem odpowiednich obowiązków. Stąd władza jako taka, jako siła sprawcza ładu i porządku, podlega z kolei władzy Stwórcy i ładowi przyrodzonemu, który Bóg ustanowił.

Władza musi się odwoływać do sumienia - mówi papież - a nie do siły (por. p. 48). Wynika z tego ograniczenie siły porządkującej świat przez prawo naturalne osoby ludzkiej i przez to, że władza jest ustanowiona nie tylko dla dobra jednostki lub jakiejś frakcji czy partii, lecz dla dobra powszechnego - dla wspólnego dobra ogółu obywateli. Stare prawo rzymskie określa to pojęciem - bonum commune totius universi, a polska tradycja polityczna mówiła o "dobru Rzeczypospolitej". A więc nie o dobru takiej czy innej grupy, tylko o dobru wszystkich ludzi, nad którymi władza ma czuwać, aby wypełniając obowiązki, mieli również zagwarantowane i swoje prawa. Stąd do władzy publicznej należy czuwanie nad tym, aby jedni obywatele nie ograniczali praw innych.

Można by, najmilsi, z encykliki, którą trzymam w ręku, przytoczyć długie urywki wyjaśniające bliżej to, co powiedziałem; jednakże wolę odesłać was raczej do tekstu. Trzeba go sobie spokojnie rozważyć, aby zrozumieć, że władza czerpie moc zobowiązującą z zasad moralności, których źródłem i celem jest Bóg. A więc nie tak, jak mówiono w starym prawie rzymskim: quod principi placuit, legis habet vigorem - to co podoba się zwierzchnikowi, ma moc prawną - tylko to, co jest zgodne z ładem i porządkiem moralnym - z rozumnym charakterem osoby ludzkiej i z jej uprawnieniami. Nie są one nadane przez żadną władzę ziemską, lecz pochodzą z prawa przyrodzonego. Z kolei prawo przyrodzone, czyli wszczepione w osobę ludzką, pochodzi od Stwórcy.

WŁADZA NIE MOŻE BYĆ UŻYWANA PRZECIWKO TWÓRCY WŁADZY

Jeżeli ludzie sprawujący władzę lubią słuchać o tym, że wszelka władza pochodzi od Boga, to powinni też wyciągnąć z tego odpowiednie wnioski. A więc - jeżeli władza pochodzi od Boga, to władzy nie można używać przeciwko Bogu, gdyż podcinać się będzie gałąź, na której się siedzi, naruszając fundament, na którym opiera się społeczność. W rzeczywistości tak bywa, że ilekroć władza jest sprawowana przeciwko Bogu, traci ona podstawę i tytuł do rozkazywania obywatelom i do zobowiązywania ich. - Bo w imię czego mają oni być jej posłuszni? Jeżeli władza jest pochodzenia Bożego, jeśli wynika z natury życia społecznego, w którym żyje człowiek, mający prawa nadane od Boga - to taka władza musi odwołać się do sumienia, którym rządzi Bóg. Jeżeli natomiast władza nie będzie uznawała tej prawdy, że jej moc nakazywania pochodzi od Stwórcy, który tak właśnie ukształtował osobę ludzką i współżycie społeczne - to w takim razie nie ma motywu do rozkazywania innym.

Wielokrotnie w swej encyklice Jan XXIII mówił, że gdyby władza nakazywała coś, co jest niezgodne z prawem przyrodzonym, z prawem Bożym, co jest niezgodne z posłannictwem, charakterem i prawami osoby ludzkiej, to takie nakazy w sumieniu nie obowiązują (p. 51). - Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi (Dz 5,29) - mówili Apostołowie w sytuacjach trudnych, gdy zakazywano im nauczać w imię Chrystusa.

Przyjąwszy, że istota władzy w swej mocy nakazywania i oczekiwania posłuszeństwa zależy od Boga, trzeba też przyjąć, że musi być ona sprawowana po Bożemu, a przynajmniej nie może być zwrócona przeciwko Temu, z którego się wywodzi - przeciwko Bogu. Nauka ta w Kościele katolickim, w katolickiej etyce i polityce społecznej, oraz w prawie publicznym ma swoją ciągłość historyczną.

W takim razie anachronizmem będzie jakikolwiek ateizm państwowy, czy polityczny!

Anachronizmem również będzie montowanie aparatu ateizującego społeczeństwo, aby usposabiał obywateli przeciwko Bogu, od którego wszelka władza w swej istocie pochodzi. Doprowadza to do dziwnego zjawiska, jakie świat kulturalny przeżył już w okresie reformacji, gdy poszczególni władcy protestanccy, walcząc z Kościołem i zajmując majątki kościelne, w imię swojej władzy zobowiązywali poddanych do przyjęcia protestantyzmu czy kalwinizmu, głosząc zasadę cuius regio eius religio - do kogo należy władza, ten też dyktuje religię.

Dzisiaj uważamy to za anachronizm. Według badań historycznych postęp społeczny w zakresie prawa publicznego odżegnał się od tej tezy i uznał, że jest ona nie do przyjęcia. Wiemy również z polskiej literatury politycznej, że na polecenie Jagiełły, już po bitwie grunwaldzkiej, na Soborze Konstancjeńskim polska racja stanu broniła się przeciwko narzucaniu religii mieczem. Czynił to wybitny przedstawiciel polskiej myśli politycznej - Paweł Włodkowic z Brudzewa, którego pisma zostały niedawno krytycznie opracowane i wydane w Anglii.

Jeżeli przyjmie się, że anachronizmem jest ateizm państwowy, polityczny, to również anachronizmem będzie finansowanie ateizacji przez państwo. Anachronizmem będą oświadczenia, jakie niekiedy słyszymy w urzędach: Jestem człowiekiem niewierzącym. Można to przyjąć jako smutną wiadomość, ale nie może to mieć żadnego wpływu na urzędowanie, które musi być uszanowaniem podstawowych praw osoby obywatela.

Anachronizmem również będzie próba montowania wychowania ateistycznego - posłużenia się ustawodawstwem państwowym dla wprowadzenia systemu monopolu wychowawczego i wychowania młodzieży chrześcijańskiej w duchu ateistycznym. Będzie to także nadużycie władzy. Odpowiedź na to jest jedna: Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi.

Jeżeli stoimy na stanowisku, że władza jako taka w istocie swojej pochodzi od Boga i potrzebna jest dla zachowania ładu społecznego, to rzecz oczywista, że taka władza nie może być używana przeciwko Temu, który jest jej Mocodawcą, a więc przeciwko Bogu, od którego pochodzi.

Podobnie ma się rzecz z próbami laicyzacji społeczeństwa - to znaczy odczyszczania wierzących obywateli z elementów religijnych, katolickich. Bo cóż to znaczy "laicyzacja"? Jest to prąd, który wyrósł u schyłku XVIII wieku i zapanował na przełomie wieku XIX. Dążył on do tego, aby z pomocą władzy państwowej tworzyć laicką szkołę i moralność i zlaicyzować wszystkie urządzenia państwowe, społeczne i polityczne. Są to terminy zewleczone z literatury francuskiej. Mają one wprawdzie swoje anteriora w polityce starogreckiej, jak sam wyraz wskazuje - "laicos", "laik", jednak wyrażenia école laique, morale laique pochodzą z okresu, gdy masoneria i liberalizm polityczno-ekonomiczny, nie licząc się z żadnymi zasadami moralnymi, umacniał taką właśnie dążność głównie we Francji.

Jeżeli więc dzisiaj tyle się słyszy, czyta i pisze o państwie laickim i wychowaniu laickim, to jest to odgrzewanie starych, zadawnionych potraw, które współczesnemu człowiekowi absolutnie przez gardło przejść nie mogą. Są to pojęcia przestarzałe. Władza państwowa nie ma takiego prawa, aby siłą - z pomocą urządzeń społecznych i publicznych - propagować tak zwaną moralność laicką czy też obrzędowość laicką, zwłaszcza w społeczeństwie na wskroś katolickim.

CZŁOWIEK WIERZĄCY WOBEC URZĘDNIKÓW NIEWIERZĄCYCH

Cóż wobec tego człowiek wierzący może uczynić wobec urzędników deklarujących swoją niewiarę? Może ze smutkiem przyjąć do wiadomości fakt niewiary, ale musi stwierdzić, że w urzędzie jest to deklaracja zbędna. W imię bowiem takiego oświadczenia urzędnik państwowy nie może nic czynić przeciwko obywatelowi wierzącemu. Nie może też w imię takiej deklaracji organizować przywilejów dla ludzi niewierzących.

Nieraz mówi się: niech katolicy dadzą spokój ludziom niewierzącym. My w tym kierunku czynimy co możemy - świadczy o tym cały ruch ekumeniczny. Ale prosimy: niech raczej niewierzący dadzą święty spokój wierzącym. Idzie o to, aby swojej władzy nie nadużywali dla propagowania własnej niewiary, a człowiek wierzący nie ucierpiał z tytułu swej wiary, gdy stanie przed niewierzącym.

Postęp nie jest i nie może być przywilejem niewiary - jak nieraz się głosi. Nadużyto tego wyrazu, określając wszystko co łączy się z niewiarą jako postępowe, natomiast wierność Bogu, Chrystusowi i Kościołowi - ma być przejawem uwstecznienia.

Przeżyliśmy już raz szaloną pychę niewierzących ignorantów, którzy uważali, że mają monopol na postęp i postępowość. Trzeba jasno powiedzieć, że niewiara nie daje patentu ni kwalifikacji do mądrości i władzy. Oczekujemy więc, aby zaniechano wreszcie wszelkiej formy dyskryminacji w imię niewiary wobec ludzi, których wiarę rozpoznano, aby nie ośmieszano ludzi wierzących, nie zamykano im drogi do awansu społecznego, zawodowego i politycznego. Byłoby to niezgodne z kierunkami rozwojowymi współczesnego życia - i to na całym świecie.

Niestety, w ojczyźnie naszej do ostatniej niemal chwili nie brak oznak nadużywania władzy przeciwko człowiekowi wierzącemu tylko z tego tytułu, że on pełniąc obowiązki zawodowe, kulturalne czy społeczne, został gdzieś, kiedyś, przez kogoś rozpoznany jako wierzący i praktykujący katolik. Rosną u nas akta świadczące o wielkiej liczbie ludzi zalęknionych, zastraszonych, którzy mimo wszystko upominają się o swoje prawa, o to, aby mogli bez przeszkód przyjąć sakrament małżeństwa, ochrzcić swoje dziecko, towarzyszyć mu przy I Komunii świętej, brać udział w pogrzebach chrześcijańskich, podać biskupowi kwiaty, gdy przyjeżdża do parafii; aby mogli w pełni uczestniczyć w życiu religijnym - jeśli im to dyktuje sumienie i nakazy religii. Pragnęlibyśmy, aby z tego powodu nikt w ojczyźnie naszej nie cierpiał.

Osiągnięciem pozytywnym byłoby utrzymanie równości praw i awansu społecznego czy zawodowego, uszanowanie wszystkich ludzi jednakowo. Wierzący, wdzięczni Bogu za dar wiary, prędzej wtedy uchronią się wobec tych, którzy uważają się za niewierzących, od wyniosłości, od jakichkolwiek wyrażeń i zwrotów, którymi mogliby pomniejszyć w swojej opinii ludzi wyznających swoją niewiarę.

Stojąc na stanowisku uszanowania ludzkiego sumienia, choćby błędnego, obywatele wierzący mają prawo oczekiwać dla siebie poszanowania ich przekonań, ich wiary i Kościoła, którego dziesięciowiekowe zasługi w ojczyźnie są faktycznie i historycznie - bezsporne. Mają prawo do spokojnego życia religijnego w ojczyźnie na wszystkich stopniach, w rodzinie, w społeczności zawodowej, kulturalnej i politycznej.

WŁADZA JEST SŁUŻBĄ

Najmilsi! Na wstępie dzisiejszej konferencji ukazaliśmy Chrystusa, który uklęknąwszy przy nogach Apostoła umywa je, choć Piotr się broni. Wytłumaczył mu Chrystus: Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz wiedział - Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi (J 13,7.14). Pan Jezus chciał przez to pouczyć, że gdy Piotr Apostoł stanie kiedyś na czele Kościoła powszechnego jako zastępca Chrystusa na ziemi, ma być servus servorum Dei - sługą sług Bożych.

Tak pojmowana władza oznacza miłość, a nie postrach. Dlatego też pozyskiwanie obywatela do posłuszeństwa winno się odbywać przez apelowanie do jego sumienia, a nie do władzy karania. Każda forma kary staje się niepopularna, a często zbędna. Właściwie dziś trzeba myśleć o takim klimacie społecznym, który byłby wolny od strachu przed karą. Klimat zastraszania powinien wreszcie zniknąć, aby władza państwowa zyskiwała sobie miłość obywateli przez poszanowanie ich praw. Im bardziej uszanowane będą podstawowe prawa obywateli, a szczególnie prawo do wolności osoby ludzkiej, prawo do prawdy, miłości i sprawiedliwości, prawo do równego startu społecznego, zawodowego czy kulturalnego, prawo do wolności wierzenia i wyznania-tym bardziej okaże się zbędny klimat zastraszania i tym szybciej można będzie ograniczyć fantastycznie rozbudowany aparat bezpieczeństwa, który dla wielu obywateli jest prawdziwym niebezpieczeństwem.

Pragniemy, aby cała atmosfera społeczna - nawet w sądownictwie, wśród prokuratorów Rzeczypospolitej, wśród tych, do których należy wymierzać słuszną karę dla zapewnienia ładu społecznego - była wolna od terroru; aby kary były proporcjonalne do win i przekroczeń, aby nie stosowano najwyższego wymiaru kar, zwłaszcza za praktyki religijne. Pragniemy, aby władza państwowa zdobywała sobie miłość w społeczeństwie nie przez postrach i kary, ale przez poszanowanie praw obywateli i aby pamiętała, że władać, to znaczy służyć.

Tego uczy Chrystus, Nauczyciel nasz i Sługa. Przyjąwszy postać sługi, na przykładzie swojego życia pokazał, że władza, chociaż sama w sobie stanowi misterium, jest jednakże zawsze służbą.

PODSTAWOWE ELEMENTY NORMALIZACJI

Dziś, gdy tyle mówi się o normalizacji stosunków między Kościołem i państwem, pragniemy to w szczególny sposób podkreślić. W ubiegłym tygodniu Episkopat Polski przez trzy dni obradował na swojej 140 konferencji plenarnej. Wśród różnych postulatów pragnął jeszcze raz uściślić dokładnie i podać do wiadomości wiernych w specjalnym komunikacie, który będzie niedługo czytany - jak właściwie należy pojmować normalizację. Jest to nie tylko zagadnienie Kościół-państwo, zagadnienie uznania szeregu uprawnień instytucjonalno-administracyjnych Kościoła - jak to zostało uczynione na Ziemiach Zachodnich. Postanowienia te budzą w nas wiele najlepszych nadziei na przyszłość. Inkorporowanie diecezji północnych i zachodnich do metropolii polskich - gnieźnieńskiej, warszawskiej i wrocławskiej wzmocniło organizm Kościoła polskiego, pogłębiło jego zwartość i wprowadziło ład pracy.

Jest to jednak normalizacja natury administracyjnej, instytucjonalnej. A nam idzie o coś więcej. Zwraca na to uwagę Episkopat w swoich rozmowach z władzami państwowymi. Ostatnie posunięcia rządu ogłoszone w "Monitorze" wskazują na to, że diecezje zachodnie otrzymały postulowany zwrot świątyń i niektórych obiektów kościelnych, niezbędnych do normalnego obsłużenia wiernych. Ale Kościół wcale nie ma pretensji do wszystkich obiektów kościelnych na tych ziemiach, a zwłaszcza do budynków gospodarczych, które zostały przyjęte przez państwo. Nie jest prawdą, jakobyśmy uważali za konieczne dla normalizacji zwrot pozostałych obiektów kościelnych, które podlegają jeszcze administracji państwowej.

Nie o to nam idzie! Nasze doświadczenia i zrozumienia poszły znacznie dalej i głębiej. Dlatego Episkopat Polski uważa, że chociaż dokonania te świadczą o dobrej woli, o zrozumieniu sytuacji i pozycji Kościoła - jednakże najważniejszą rzeczą jest uznanie obecności Kościoła w społeczeństwie polskim i uznanie właściwych mu zadań: przepowiadania Dobrej Nowiny wszelkiemu stworzeniu, dawania świadectwa prawdzie Chrystusowej, uświęcania ludzi, umacniania ładu moralnego z pomocą wartości nadprzyrodzonych i etyki chrześcijańskiej.

Dlatego też biskupi polscy mówiąc o normalizacji, pragną uwydatnić właściwe jej elementy. Należy do nich: podstawowa wolność obywatelska, wolność korzystania z praw, wolność sumienia i religii - wolność dla środowiska kultury katolickiej. Chodzi nam o możność tworzenia kultury katolickiej w naszej ojczyźnie - nie tylko kultury materialnej, o której świadczą bogate katalogi zabytków - ale kultury duchowej, moralnej, etycznej, światopoglądowej; aby w społeczeństwie katolickim istniały właściwe luzy dla kultury katolickiej.

Podstawowym elementem normalizacji jest także wolność wychowania obywateli, a więc dzieci i młodzieży katolickiej w duchu moralności chrześcijańskiej i etyki katolickiej. Uważamy wreszcie za niezbędne stworzenie katolickiego środowiska społeczno-etycznego, aby wyeliminować rozkładowe siły amoralne, działające na szkodę młodego pokolenia. Dopiero wtedy, gdy te problemy będą rozważone, uznane i uszanowane wówczas można będzie mówić o zasadniczej, obiektywnej, konstruktywnej normalizacji, od której zależy pokój Boży w królestwie Chrystusowym.

Oto, dzieci Boże, właściwe pojmowanie normalizacji. Dążymy do niej, bo chcemy ojczyznę naszą uchronić od niebezpieczeństw, które mogą jej grozić, jeśli społeczeństwo, przebudowane politycznie, będzie się rządzić starym duchem niemoralności, jeśli utrzyma się u nas tradycja marnowania grosza publicznego na uczty i biesiady, których tak dużo. Marnotrawstwo czasu, sił i energii duchowych, marnotrawstwo materiałów i urządzeń publicznych, środków wytwarzania i produkcji często wypływa z nieładu spożycia, z nieładu w dziedzinie sprawiedliwości społecznej i sprawiedliwej płacy. Jednym daje się zbyt niskie środki do życia, a innym - nadmierne. Są one niekiedy używane na życie rozrzutne, rozwiązłe, którego niestety nie brak i u nas; przejawy jego notujemy w tylu miejscach.

Oto w bardzo zwięzły sposób - bo jesteśmy ograniczeni czasem - ujęcie tematu: Człowiek Boży pod władzą ludzi postawiony oraz czego oczekuje on od tych, którzy sprawują nad nim władzę.

W drugim czytaniu liturgicznym, zaczerpniętym z 1 Listu do Koryntian, usłyszeliśmy dzisiaj bardzo trafne porównanie społeczeństwa do organizmu ludzkiego. Święty Paweł między innymi pisze tak: Wprawdzie liczne są członki, ale jedno ciało. Nie może więc oko powiedzieć ręce: «Nie jesteś mi potrzebna» albo głowa nogom: «Nie potrzebuję was». Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem (1 Kor 12,20-23).

Jeżeli wczytamy się dokładnie w wykład świętego Pawła, zawarty w 12 i 13 rozdziale 1 Listu do Koryntian, dostrzeżemy, że w oczach Apostoła społeczność jest jednością, która powstaje z dobrze złożonej wielości. Podobnie jak organizm fizyczny człowieka składa się z różnych członków, a żadnego z nich nie chcemy się pozbyć, bo każdy ma swoje przeznaczenie i swą wartość dla normalnego funkcjonowania całości, tak też każda społeczność narodowa, polityczna i kościelna powstaje z wielu członków. Aby zaś organizm narodowy i polityczny rozwijał się normalnie, muszą być uszanowane różnorodne formy życia społecznego.

Dlatego biskupi polscy z bólem przyjęli próbę wciągnięcia całej młodzieży polskiej do jednej monopolistycznej organizacji i dali wyraz swej postawie. Dążenia te bowiem zubażają i zmniejszają możliwość wyrobienia społecznego młodzieży, zwłaszcza akademickiej. Będzie to niewątpliwie szkodą dla kultury narodowej, a nawet dla kultury życia społecznego i politycznego.

Mądra organizacja społeczeństwa nie polega na tym, aby stosować wszędzie ten sam wąski schemat, tylko na tym, aby stworzyć możliwości wolnej i swobodnej pracy różnych warstw i grup społecznych, według ich rozumnych i zdrowych upodobań. Łączy się z tym konieczność odważnej obrony wolności prawa koalicji, czyli zrzeszenia się dla swoich celów, jak również prawa do wolności prasy opinii publicznej, wydawnictw, dyskusji, rozważań i badań naukowych. Oto elementy, które tworzą bogactwo życia kulturalnego, społecznego, narodowego i politycznego.

Nie można upraszczać narodu o tak bogatej przeszłości kulturalnej i sprowadzać go do rzędu zacieśnionych, ubożuchnych w swych wymiarach instytucji społecznych. Właśnie na to zwraca uwagę święty Paweł, tłumacząc, że chociaż noga jest tylko nogą, jednak w organizmie ludzkim jest konieczna, aby głowa trzymała się prosto. Jest to tylko porównanie w zestawieniu z życiem społecznym, a nawet z życiem Kościoła. Święty Paweł pisze to, aby wyjaśnić, na czym polega kultura życia nadprzyrodzonego aby ukazać olbrzymie bogactwo właściwości duchowych, które reprezentuje lud Boży, a które trzeba uszanować i nierozważnie nie wolno ich niszczyć.

Kończę, dzieci Boże, słowami, które Kościół święty czyta nam dzisiaj w liturgii słowa. Jest to wyjątek z Ewangelii według świętego Łukasza. Będzie więc mówił do was Chrystus. To co wam powie, niech osłoni w posłannictwie waszego biskupa. Niech będzie to autorytet nie tylko biskupa, lecz autorytet mówiącego do was Chrystusa, który na pewno jest wśród nas, bo sam zapewniał: Gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich (Mt 18,20). On jest tu, jak ongiś w synagodze, w której wypowiedział te słowa. A Chrystus mówił tak:

Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł, a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione (Łk 4,18-20).

Niech oczy polskie utkwione będą... w Chrystusa.

POWRÓT NA STRONĘ GŁÓWNĄ POWRÓT DO MENU NAUCZANIE HOMILIE